Na drobnej, okrągłej twarzy Elizy Marczak, wychowanki domu
dziecka od jakiegoś czasu widniał szeroki uśmiech. W niewielką czarną walizkę
spakowała ostatnie swoje rzeczy, a gdy tylko zasunęła zamek, radośnie klasnęła
w dłonie. Rozejrzała się po pokoju, który do dziś dzieliła z pięcioma młodszymi
od siebie o parę lat dziewczynami. Nie były jej przyjaciółkami. Były bardzo
zarozumiałe i panoszyły się po całym bidulu. Od kiedy wyprowadziła się Magda,
jedyna osoba, z którą rozumiała się bez słów, nie potrafiła znaleźć sobie
miejsca. Od miesięcy odliczała dni do swojej pełnoletniości, aby opuścić dom
dziecka, prowadzony przez siostry zakonne. Niestety, siostry nie wypuściły jej
od razu. Dziewczyna musiała zdać maturę, dlatego kiedy w grudniu skończyła
osiemnaście lat, odliczała dni do maja. Dwa dni temu miała ostatni egzamin i od
razu oznajmiła siostrom, że się wyprowadza.
Zamknęła za sobą drzwi i powoli schodziła ze schodów. Nie
cierpiała tego miejsca. Przypominało jej o rodzicach, dla których była pomyłką,
niechcianym bachorem. Ale jednak będzie za nim tęskniła. Spędziła tu prawie
całe dzieciństwo, nie licząc czterech lat, upokarzania i bicia przez ojca
pijaka i matkę narkomankę. Prawie nie pamiętała tych dni, z czego bardzo się
cieszyła. Przy drzwiach stała siostra przełożona, była wysoka i szczupła. Jej
wiek dawno przekroczył czterdziestkę. Gdy Eliza podeszłą bliżej, surowa twarz
zakonnicy złagodniała a po chwili pojawił się na niej delikatny uśmiech.
-Nadal uważam, że powinnaś jednak jeszcze trochę zostać z nami.
Nikt Cię stąd nie wygania Elizo- na ramieniu dziewczyny delikatnie zacisnęła
się dłoń kobiety.
-Wiem siostro- uśmiechnęła się szeroko- ale jestem już
gotowa zacząć życie na własny rachunek. Niech siostra się nie martwi, poradzę
sobie, w końcu zostałam tu wychowana- puściła do niej oczko, na co zakonnica
pokręciła głową i zaśmiała się głośno.
Kiedy wsiadała do taksówki niewielka grupka dzieci stała
przy drzwiach i machała jej na pożegnanie. Eliza odmachała im szybko i
zamykając za sobą drzwi podała kierowcy adres Magdy.
.
Zacisnął ze złości
pięść, po czym uderzył z całej siły w blat stojącego przed nim drewnianego
biurka. Kątem oka spojrzał na dwóch ‘mięśniaków’ stojących w drugim końcu
pokoju. Ich zmieszane i wystraszone miny jeszcze bardziej doprowadzały go do
furii.
-Nie rozumiem jak można zgubić człowieka idąc dwa metry za
nim- wycedził przez zaciśnięte żeby.
-Ale szefie..
-Zamknij się!- po raz kolejny uderzył w stół- Macie ich
znaleźć i mam gdzieś w jaki sposób to zrobicie!
-Tak jest szefie- odpowiedzieli zgodnie.
-No to, na co czekacie? Wypieprzać mi stąd! – kiedy za
mężczyznami zamknęły się drzwi, Dominik opadł bezradnie na fotel i ukrył twarz
w dłoniach. Nie był tak silny jak jego ojciec. Nie umiał tak dobrze poprowadzić
interesów jak on. Brakowało mu go i to bardzo. Mieli tylko siebie a teraz
został sam. Musiał go pomścić i zabić tych którzy zabili jego jedynego rodzica
i zarazem przyjaciela. Nie mógł pokazać swoim ludziom jak bardzo go to wszystko
boli. Był jeszcze młody ale doskonale dawał sobie radę z prowadzeniem tego co
zaczął ojciec. Mimo, że zajmował się nielegalnym handlem narkotykami i był
szefem jednej z największych mafii w Warszawie, nie przeszkadzało mu to. Został
tak wychowany i szczerze lubił to co robił. Żył nieuczciwie, ale za to bardzo
wygodnie, posiadał willę w górach i w Hiszpanii na wyspie La Palma i spory
apartament w centrum Warszawy. Posiadał również biuro turystyczne jako
przykrywkę swoich lewych interesów, co prawda miał z niego wystarczające zyski
aby siebie utrzymać, ale nie wyobrażał sobie, aby miał wyrzec się wszystkiego
co stworzył jego ojciec. Ale po co mu tu wszystko kiedy został całkiem sam na
świecie?
.
Brunetka stała przed
wysokim blokiem, który koniecznie potrzebował remontu. Stara czerwona farba
widniała tylko w niektórych miejscach, a dolne części budynku pokryte były
licznymi napisami i działami sztuki ulicznej. W niektórych oknach brakowało
kawałków szyby. A prawie w każdym
wisiały pożółkłe firanki. Nacisnęła na domofonie nr mieszkania przyjaciółki i
po chwili usłyszała jej wesoły głos. Klatka schodowa niewiele różniła się od
zewnętrznej strony budynku, kiedyś białe ściany były teraz brudne i
przesiąknięte dymem tytoniowym i alkoholem. Nie mogąc dłużej wytrzymać tego
zapachu wbiegła po schodach na czwarte piętro ciągnąc za sobą niewielką
walizkę. W drzwiach stała już Magda, ubrana w jasnozieloną sukienkę. Kręcone,
długie, blond włosy opadały na jej prawie nagie ramiona.
-Liz!- krzyknęła i mocno przytuliła przyjaciółkę.
-Też się cieszę, że Cię widzę Madzia- kiedy wyswobodziła się
z jej uścisku posłała jej szeroki uśmiech a w oczach zakręciły jej się łzy- Tak
się cieszę, że…
-Wiem, a ja cieszę się razem z Tobą- złapała ją za rękę-
chodź musisz obejrzeć nasze mieszkanie- wciągnęła ją do środka i zamknęła drzwi.
Mieszkanie Magdy było
całkowitym przeciwieństwem całego bloku. W środku było jasno i mimo, że
pomieszczenia były mały sprawiały wrażenie bardzo przestronnych. W powietrzu
unosił się delikatny zapach róż, co było miłą odmianą. Z niewielkiego korytarza
wchodziło się do małego salonu z aneksem kuchennym. Na środku stał okrągły stół
z dwoma krzesłami. Po prawej stronie stała czarna kanapa i taki sam fotel, w
rogu znajdowała się niewielka szafeczka. Na ścianie wisiało duże zdjęcie Magdy
i jej chłopaka Filipa. Po przeciwnej stronie była kuchnia, mała lodówka, kilka
szafek i kuchenka gazowa, wszystko w kolorze czerwieni. Naprzeciwko wejścia
znajdowało się małe okno i dwie pary drzwi, jedne prowadziły do małej łazienki
z prysznicem i toaletą a drugie do sypialni, w której stało tylko łóżko i
szafa.
-Wiem, że nie jest to jakiś luksus, ale przynajmniej mamy
gdzie mieszkać.
-Madzia, macie śliczne mieszkanie, może i nie jest dużo ale
za to bardzo przytulne. Tylko klatka schodowa trochę- powiedział Eliza i pomachała
dłonią przed nosem, obie dziewczyny zaśmiały się głośno.
-Wiem, wiem. Prawie w każdym mieszkaniu są alkoholicy. Nie
jest to przyjemne środowisko, ale chyba najtańsze w Warszawie.
-Nawet nie wiesz ile bym dała, że mieć swoje cztery ściany
tak jak Wy, nawet gdyby na klatce schodowej spali bezdomni… Serio- dodała gdy
napotkała zdziwiony wzrok przyjaciółki.
-Na szczęście nie czeka Cię nic podobnego. Zjesz coś? Na
pewno jesteś głodna, siadaj.
Eliza posłusznie usiadła a przyjaciółka podała jej ciepły
obiad, kawę i ciasto na deser.
W pomieszczeniu ciągle słychać było śmiechy i głośne rozmowy
obu dziewczyn. Nie widziały się od paru miesięcy. Eliza skupiała się na zdaniu
matury a Magda podjęła dodatkową pracę na pół etatu, dlatego jej wolny czas
skrócił się do minimum. Miały tyle do nadrobienia. Ich rozmowę przerwał dźwięk
przekręcanego klucza w drzwiach. Do środka wszedł wysoki brunet, o masywnej
budowie ciała. Sprawiał wrażenie tyrana.
-Liz miło Cię widzieć- uśmiechnął się delikatnie, jego twarz
złagodniała od razu wydał się sympatyczniejszy. Ale nawet bez tego Eliza znała
go na tyle dobrze, aby wiedzieć, że zazwyczaj jest miły i spokojny, a do tyrana
dużo mu brakuje.
-Cześć Filip- wstała i przytuliła mężczyznę. Był starszy od
niej o sześć lat. Również wychował się w domu dziecka i tam właśnie poznał
Magdę i Elizę.
-Pójdę się odświeżyć, miałem dzisiaj ciężki dzień- pocałował
swoją dziewczynę w policzek i zniknął za drzwiami łazienki.
-Zazdroszczę Ci- powiedziała Eliza i zaśmiała się niemrawo-
masz kogoś na kogo czekasz w domu z ciepłym obiadem, masz do kogo się przytulić
przed snem. Jesteś szczęściarą Madzia.
-Gdzieś tam na tym świecie jest mężczyzna, który jest Ciebie
wart i będzie Cię kochał nad życie. Zobaczysz, a dzisiaj przed snem możesz
przytuli się do mnie.
-Myślę, że po ciężkim dniu pracy Filip bardziej Cie
potrzebuję niż ja, biedna, spragniona miłości i czułości sierota- brunetka
wystawiła jej język- wiesz chyba się już położę, mam nadzieję, że wyśpię się u
Was o niebo lepiej niż w pokoju z pięcioma rozwydrzonymi gówniarami- Eliza
skrzywiła się na myśl o swoich młodszych współlokatorkach.
-Mhm jasne, Filip wstaje o piątej, zrobienie śniadania
zajmuję mu z pół godziny i uwierz mi ja śpiąc w pokoju obok nie jestem w stanie
wtedy spać.
-Ah tak- dziewczyna zamyśliła się- wiesz, po dłuższym
zastanowieniu stwierdzam, że to i tak lepsze od szczebioczących przez pół nocy
dziewczynek.
-Jakie plany na jutro? Ja wychodzę z mieszkania o ósmej
trzydzieści, i wracam dopiero koło siedemnastej, więc muszę z przykrością
stwierdzić, że jutrzejszego dnia jesteś skazana sama na siebie.
-Spoko, zamierzam jutro szukać pracy, więc raczej nie będę
się nudzić.
Mimo, że Eliza była
bardzo zmęczona długo nie mogła spać. Przewracała się z boku na bok aż w końcu
zrezygnowana usiadła na łóżku. Po chwili jednak sięgnęła po torebkę leżącą obok
łóżka i wygrzebała z niej paczkę papierosów. Otuliła się kocem i podeszłą do
okna, lekko je uchylając. Odpaliła fajka i oparła się głową o ścianę.
Zaciągnęła się mocno po czym wypuściła chmurę dymu z ust. Ostatnie miesiące były
dla niej bardzo trudne, tym bardziej, że została ze wszystkim sama. Ból i
upokorzenie przepełniły jej serce i nie dawały spokoju. Chciała dzisiaj
wszystko opowiedzieć przyjaciółce, wyrzucić z siebie cały ból jaki zadała jej
osobą którą kochała nad życie, osoba z którą chciała spędzać każdy dzień aż do
śmierci. Zawiodła się. Jak mogła w ogóle pomyśleć, że ona sierota wychowana w
domu dziecka będzie szczęśliwa z kimś z dobrego i bogatego domu. Zaśmiała się
cicho z własnej głupoty i ponownie zaciągnęła się papierosem
-Magda zrobiłaby Ci niezłą burdę za tego papierosa-
usłyszała obok zachrypnięty męski głos. Była tak zamyślona, że nie zauważyła
kiedy Filip wyszedł z pokoju- jeśli by się o tym dowiedziała rzecz jasna,
mogę?- spytał wskazując na paczkę papierosów leżąca na parapecie.
-Jasne, ale co by powiedziała Madzia gdyby się dowiedziała?
– przymrużyła oczy patrząc jak brunet odpala papierosa i zaciąga się. Zaśmiał
się cicho.
-Będzie to nasza mała tajemnica, zgoda?
-Jasne- rzuciła i ponownie oparła głowę o ścianę.
Żadne z nich się więcej nie odezwało. Oboje stali przed
oknem wpatrzeni w nieokreślony punk . Co prawda Filip od czasu do czasu zerkał
na Liz ale ona była tak zamyślona, że nie mogła tego zobaczyć. Wiedział, że coś
ją trapi, ale nie chciał naciskać. Równo skończyli palić i zagasili pety po czym
wyrzucili je przez okno.
-Lepiej wracaj do Madzi nim się zorientuje, że nie ma Cię w
łóżku.
-Racja- powiedział ale nie ruszył się z miejsca- Liz jeżeli
coś Cię trapi pamiętaj, że masz mnie i Magdę. Możesz nam zaufać -Eliza
spojrzała na niego i uśmiechnęła się delikatnie. Położyła dłoń na jego nagim
przedramieniu, poczuła zimny dotyk skóry i od razu cofnęła dłoń.
-Wiem, i jestem Wam za to bardzo wdzięczna.
Filip posłał jej pocieszający uśmiech i wrócił do sypialni
Dziewczyna wróciła do swojego łóżka i długo jeszcze nie mogła spać. Ciągle
dręczyły ją wspomnienia. W końcu zasnęła.
> > > > > >
Za wszystkie błędy przepraszam, jeśli coś ktoś zauważył będę wdzięczna o zwrócenie mi uwagi :)
Jak na początek myślę, że jest ok. Mało kiedy jestem zadowolona ze swoich wypocin ale ten początek akurat mi się podoba, mam nadzieję, że i Wam przypadł do gustu.
Mam nadzieję, że tym razem dłużej zostanę na bloggerze, bo jak na razie nie udało mi się dokończyć żadnego opowiadania :/
Pozdrawiam Sove.