środa, 11 grudnia 2013

1.



 

  Na drobnej, okrągłej twarzy Elizy Marczak, wychowanki domu dziecka od jakiegoś czasu widniał szeroki uśmiech. W niewielką czarną walizkę spakowała ostatnie swoje rzeczy, a gdy tylko zasunęła zamek, radośnie klasnęła w dłonie. Rozejrzała się po pokoju, który do dziś dzieliła z pięcioma młodszymi od siebie o parę lat dziewczynami. Nie były jej przyjaciółkami. Były bardzo zarozumiałe i panoszyły się po całym bidulu. Od kiedy wyprowadziła się Magda, jedyna osoba, z którą rozumiała się bez słów, nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Od miesięcy odliczała dni do swojej pełnoletniości, aby opuścić dom dziecka, prowadzony przez siostry zakonne. Niestety, siostry nie wypuściły jej od razu. Dziewczyna musiała zdać maturę, dlatego kiedy w grudniu skończyła osiemnaście lat, odliczała dni do maja. Dwa dni temu miała ostatni egzamin i od razu oznajmiła siostrom, że się wyprowadza.

Zamknęła za sobą drzwi i powoli schodziła ze schodów. Nie cierpiała tego miejsca. Przypominało jej o rodzicach, dla których była pomyłką, niechcianym bachorem. Ale jednak będzie za nim tęskniła. Spędziła tu prawie całe dzieciństwo, nie licząc czterech lat, upokarzania i bicia przez ojca pijaka i matkę narkomankę. Prawie nie pamiętała tych dni, z czego bardzo się cieszyła. Przy drzwiach stała siostra przełożona, była wysoka i szczupła. Jej wiek dawno przekroczył czterdziestkę. Gdy Eliza podeszłą bliżej, surowa twarz zakonnicy złagodniała a po chwili pojawił się na niej delikatny uśmiech.

-Nadal uważam, że powinnaś jednak jeszcze trochę zostać z nami. Nikt Cię stąd nie wygania Elizo- na ramieniu dziewczyny delikatnie zacisnęła się dłoń kobiety.

-Wiem siostro- uśmiechnęła się szeroko- ale jestem już gotowa zacząć życie na własny rachunek. Niech siostra się nie martwi, poradzę sobie, w końcu zostałam tu wychowana- puściła do niej oczko, na co zakonnica pokręciła głową i zaśmiała się głośno.

Kiedy wsiadała do taksówki niewielka grupka dzieci stała przy drzwiach i machała jej na pożegnanie. Eliza odmachała im szybko i zamykając za sobą drzwi podała kierowcy adres Magdy.



.



  Zacisnął ze złości pięść, po czym uderzył z całej siły w blat stojącego przed nim drewnianego biurka. Kątem oka spojrzał na dwóch ‘mięśniaków’ stojących w drugim końcu pokoju. Ich zmieszane i wystraszone miny jeszcze bardziej doprowadzały go do furii.

-Nie rozumiem jak można zgubić człowieka idąc dwa metry za nim- wycedził przez zaciśnięte żeby.

-Ale szefie..

-Zamknij się!- po raz kolejny uderzył w stół- Macie ich znaleźć i mam gdzieś w jaki sposób to zrobicie!

-Tak jest szefie- odpowiedzieli zgodnie.

-No to, na co czekacie? Wypieprzać mi stąd! – kiedy za mężczyznami zamknęły się drzwi, Dominik opadł bezradnie na fotel i ukrył twarz w dłoniach. Nie był tak silny jak jego ojciec. Nie umiał tak dobrze poprowadzić interesów jak on. Brakowało mu go i to bardzo. Mieli tylko siebie a teraz został sam. Musiał go pomścić i zabić tych którzy zabili jego jedynego rodzica i zarazem przyjaciela. Nie mógł pokazać swoim ludziom jak bardzo go to wszystko boli. Był jeszcze młody ale doskonale dawał sobie radę z prowadzeniem tego co zaczął ojciec. Mimo, że zajmował się nielegalnym handlem narkotykami i był szefem jednej z największych mafii w Warszawie, nie przeszkadzało mu to. Został tak wychowany i szczerze lubił to co robił. Żył nieuczciwie, ale za to bardzo wygodnie, posiadał willę w górach i w Hiszpanii na wyspie La Palma i spory apartament w centrum Warszawy. Posiadał również biuro turystyczne jako przykrywkę swoich lewych interesów, co prawda miał z niego wystarczające zyski aby siebie utrzymać, ale nie wyobrażał sobie, aby miał wyrzec się wszystkiego co stworzył jego ojciec. Ale po co mu tu wszystko kiedy został całkiem sam na świecie?



.



  Brunetka stała przed wysokim blokiem, który koniecznie potrzebował remontu. Stara czerwona farba widniała tylko w niektórych miejscach, a dolne części budynku pokryte były licznymi napisami i działami sztuki ulicznej. W niektórych oknach brakowało kawałków szyby. A prawie w  każdym wisiały pożółkłe firanki. Nacisnęła na domofonie nr mieszkania przyjaciółki i po chwili usłyszała jej wesoły głos. Klatka schodowa niewiele różniła się od zewnętrznej strony budynku, kiedyś białe ściany były teraz brudne i przesiąknięte dymem tytoniowym i alkoholem. Nie mogąc dłużej wytrzymać tego zapachu wbiegła po schodach na czwarte piętro ciągnąc za sobą niewielką walizkę. W drzwiach stała już Magda, ubrana w jasnozieloną sukienkę. Kręcone, długie, blond włosy opadały na jej prawie nagie ramiona.

-Liz!- krzyknęła i mocno przytuliła przyjaciółkę.

-Też się cieszę, że Cię widzę Madzia- kiedy wyswobodziła się z jej uścisku posłała jej szeroki uśmiech a w oczach zakręciły jej się łzy- Tak się cieszę, że…

-Wiem, a ja cieszę się razem z Tobą- złapała ją za rękę- chodź musisz obejrzeć nasze mieszkanie- wciągnęła ją do środka i zamknęła drzwi.

Mieszkanie Magdy  było całkowitym przeciwieństwem całego bloku. W środku było jasno i mimo, że pomieszczenia były mały sprawiały wrażenie bardzo przestronnych. W powietrzu unosił się delikatny zapach róż, co było miłą odmianą. Z niewielkiego korytarza wchodziło się do małego salonu z aneksem kuchennym. Na środku stał okrągły stół z dwoma krzesłami. Po prawej stronie stała czarna kanapa i taki sam fotel, w rogu znajdowała się niewielka szafeczka. Na ścianie wisiało duże zdjęcie Magdy i jej chłopaka Filipa. Po przeciwnej stronie była kuchnia, mała lodówka, kilka szafek i kuchenka gazowa, wszystko w kolorze czerwieni. Naprzeciwko wejścia znajdowało się małe okno i dwie pary drzwi, jedne prowadziły do małej łazienki z prysznicem i toaletą a drugie do sypialni, w której stało tylko łóżko i szafa.

-Wiem, że nie jest to jakiś luksus, ale przynajmniej mamy gdzie mieszkać.

-Madzia, macie śliczne mieszkanie, może i nie jest dużo ale za to bardzo przytulne. Tylko klatka schodowa trochę- powiedział Eliza i pomachała dłonią przed nosem, obie dziewczyny zaśmiały się głośno.

-Wiem, wiem. Prawie w każdym mieszkaniu są alkoholicy. Nie jest to przyjemne środowisko, ale chyba najtańsze w Warszawie.

-Nawet nie wiesz ile bym dała, że mieć swoje cztery ściany tak jak Wy, nawet gdyby na klatce schodowej spali bezdomni… Serio- dodała gdy napotkała zdziwiony wzrok przyjaciółki.

-Na szczęście nie czeka Cię nic podobnego. Zjesz coś? Na pewno jesteś głodna, siadaj.

Eliza posłusznie usiadła a przyjaciółka podała jej ciepły obiad, kawę i ciasto na deser.

W pomieszczeniu ciągle słychać było śmiechy i głośne rozmowy obu dziewczyn. Nie widziały się od paru miesięcy. Eliza skupiała się na zdaniu matury a Magda podjęła dodatkową pracę na pół etatu, dlatego jej wolny czas skrócił się do minimum. Miały tyle do nadrobienia. Ich rozmowę przerwał dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach. Do środka wszedł wysoki brunet, o masywnej budowie ciała. Sprawiał wrażenie tyrana.

-Liz miło Cię widzieć- uśmiechnął się delikatnie, jego twarz złagodniała od razu wydał się sympatyczniejszy. Ale nawet bez tego Eliza znała go na tyle dobrze, aby wiedzieć, że zazwyczaj jest miły i spokojny, a do tyrana dużo mu brakuje.

-Cześć Filip- wstała i przytuliła mężczyznę. Był starszy od niej o sześć lat. Również wychował się w domu dziecka i tam właśnie poznał Magdę i Elizę.

-Pójdę się odświeżyć, miałem dzisiaj ciężki dzień- pocałował swoją dziewczynę w policzek i zniknął za drzwiami łazienki.

-Zazdroszczę Ci- powiedziała Eliza i zaśmiała się niemrawo- masz kogoś na kogo czekasz w domu z ciepłym obiadem, masz do kogo się przytulić przed snem. Jesteś szczęściarą Madzia.

-Gdzieś tam na tym świecie jest mężczyzna, który jest Ciebie wart i będzie Cię kochał nad życie. Zobaczysz, a dzisiaj przed snem możesz przytuli się do mnie.

-Myślę, że po ciężkim dniu pracy Filip bardziej Cie potrzebuję niż ja, biedna, spragniona miłości i czułości sierota- brunetka wystawiła jej język- wiesz chyba się już położę, mam nadzieję, że wyśpię się u Was o niebo lepiej niż w pokoju z pięcioma rozwydrzonymi gówniarami- Eliza skrzywiła się na myśl o swoich młodszych współlokatorkach.

-Mhm jasne, Filip wstaje o piątej, zrobienie śniadania zajmuję mu z pół godziny i uwierz mi ja śpiąc w pokoju obok nie jestem w stanie wtedy spać.

-Ah tak- dziewczyna zamyśliła się- wiesz, po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że to i tak lepsze od szczebioczących przez pół nocy dziewczynek.

-Jakie plany na jutro? Ja wychodzę z mieszkania o ósmej trzydzieści, i wracam dopiero koło siedemnastej, więc muszę z przykrością stwierdzić, że jutrzejszego dnia jesteś skazana sama na siebie.

-Spoko, zamierzam jutro szukać pracy, więc raczej nie będę się nudzić.



   Mimo, że Eliza była bardzo zmęczona długo nie mogła spać. Przewracała się z boku na bok aż w końcu zrezygnowana usiadła na łóżku. Po chwili jednak sięgnęła po torebkę leżącą obok łóżka i wygrzebała z niej paczkę papierosów. Otuliła się kocem i podeszłą do okna, lekko je uchylając. Odpaliła fajka i oparła się głową o ścianę. Zaciągnęła się mocno po czym wypuściła chmurę dymu z ust. Ostatnie miesiące były dla niej bardzo trudne, tym bardziej, że została ze wszystkim sama. Ból i upokorzenie przepełniły jej serce i nie dawały spokoju. Chciała dzisiaj wszystko opowiedzieć przyjaciółce, wyrzucić z siebie cały ból jaki zadała jej osobą którą kochała nad życie, osoba z którą chciała spędzać każdy dzień aż do śmierci. Zawiodła się. Jak mogła w ogóle pomyśleć, że ona sierota wychowana w domu dziecka będzie szczęśliwa z kimś z dobrego i bogatego domu. Zaśmiała się cicho z własnej głupoty i ponownie zaciągnęła się papierosem

-Magda zrobiłaby Ci niezłą burdę za tego papierosa- usłyszała obok zachrypnięty męski głos. Była tak zamyślona, że nie zauważyła kiedy Filip wyszedł z pokoju- jeśli by się o tym dowiedziała rzecz jasna, mogę?- spytał wskazując na paczkę papierosów leżąca na parapecie.

-Jasne, ale co by powiedziała Madzia gdyby się dowiedziała? – przymrużyła oczy patrząc jak brunet odpala papierosa i zaciąga się. Zaśmiał się cicho.

-Będzie to nasza mała tajemnica, zgoda?

-Jasne- rzuciła i ponownie oparła głowę o ścianę.

Żadne z nich się więcej nie odezwało. Oboje stali przed oknem wpatrzeni w nieokreślony punk . Co prawda Filip od czasu do czasu zerkał na Liz ale ona była tak zamyślona, że nie mogła tego zobaczyć. Wiedział, że coś ją trapi, ale nie chciał naciskać. Równo skończyli palić i zagasili pety po czym wyrzucili je przez okno.

-Lepiej wracaj do Madzi nim się zorientuje, że nie ma Cię w łóżku.

-Racja- powiedział ale nie ruszył się z miejsca- Liz jeżeli coś Cię trapi pamiętaj, że masz mnie i Magdę. Możesz nam zaufać -Eliza spojrzała na niego i uśmiechnęła się delikatnie. Położyła dłoń na jego nagim przedramieniu, poczuła zimny dotyk skóry i od razu cofnęła dłoń.

-Wiem, i jestem Wam za to bardzo wdzięczna.

Filip posłał jej pocieszający uśmiech i wrócił do sypialni Dziewczyna wróciła do swojego łóżka i długo jeszcze nie mogła spać. Ciągle dręczyły ją wspomnienia. W końcu zasnęła.


> > > > > >

Za wszystkie błędy przepraszam, jeśli coś ktoś zauważył będę wdzięczna o zwrócenie mi uwagi :)
Jak na początek myślę, że jest ok. Mało kiedy jestem zadowolona ze swoich wypocin ale ten początek akurat mi się podoba, mam nadzieję, że i Wam przypadł do gustu.
Mam nadzieję, że tym razem dłużej zostanę na bloggerze, bo jak na razie nie udało mi się dokończyć żadnego opowiadania :/

Pozdrawiam Sove.