piątek, 7 marca 2014

4.

   

             Postanowiłam zadedykować ten rozdział :)
  Więc dedykacja jest dla Gatito :) Jako jedyna wciąż jest ze mną, mimo, że uciekłam z dwóch blogów i zaniedbałam cała blogosferę.
   Dziękuje kochana! :) (Wciąż czekam na coś u Ciebie :) )

   Miłego czytania :)




   Eliza ocknęła się z ogromnym bólem głowy. Dopiero po chwili dotarło do niej co tak naprawdę się wydarzyło. Ledwo mogła zobaczyć cokolwiek, może przez półmrok panujący w pomieszczeniu a może przez uciążliwy ból, który pulsował w jej głowie. Musiało minąć sporo czasu zanim odzyskała ostrość widzenia. A jednak jeszcze żyję – przeszło jej przez myśl. Przez zasłonięte okno, małym strumieniem do pomieszczenia wdzierało się światło. Osiemnastolatka próbowała wstać, ale kiedy tylko lekko podniosła się z łóżka, zakręciło się jej w głowie. Ponownie usiadła na jego brzegu, opierając dłonie na kolanach. Po paru minut znów podjęła próbę wstania. Tym razem zawroty głowy nie nastąpiły. Eliza chwiejnym krokiem podeszła do okna i odsłoniła żaluzję. Ostre światło poraziło ją w oczy a ból w głowie nasilił się dwukrotnie. Szybko zasłoniła z powrotem okno, ale nie do końca. Zostawiła lekko uchylone żaluzję, aby mogła dobrze dostrzec gdzie się znajduje. Pomieszczenie było niewielkie, stało w nim tylko łóżko i mała toaletka z lustrem. Dziewczyna od razu do niej podeszła. Kiedy zobaczyła swoje odbicie, nie mogła poznać osoby znajdującej się po drugiej stronie lustra. Poplątane włosy opadały na jej ramiona. Lewy policzek był bordowy i spuchnięty, uniosła dłoń do góry i delikatnie dotknęła obolałe miejsce. Od razu przypomniała sobie silną dłoń mężczyzny zaciskającą się na jej rękach, a potem mocny cios, po którym już nic nie pamiętała. Podwinęła rękawy cienkiej koszuli, na przedramieniu widniały zaczerwienione ślady po palcach oprawcy. Do jej głowy zaczęły się wdzierać przerażające obrazy, Marcin w kałuży krwi, odgłos strzału a na końcu On, mężczyzna z tatuażem na ręku i pistoletem w dłoni. Ciałem dziewczyny zaczęły wstrząsać nieprzyjemne dreszcze a po policzkach strumieniem spływały łzy. Eliza wróciła na łóżko i skuliła się w kłębek.
   -Dlaczego to mnie spotykają takie rzeczy? Co jest ze mną nie tak? Boże… - dziewczyna szeptała, dławiąc się płaczem. Jej szloch przerwały ciężkie kroki za drzwiami. Dziewczyna wstrzymała oddech. Jej serce przybrało coraz szybszych i silniejszych ruchów. Nie musiała przykładać dłoni do lewej piersi, aby czuć jak głośno bije. Ku jej zaskoczeniu drzwi otworzyły się powoli, czego się nie spodziewała. Była pewna, że zaraz do pokoju wpadnie jeden z tych mięśniaków i wyceluję w nią lufę swojego pistoletu. Jednak nic takiego nie nastąpiło. Do pokoju wszedł wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Dopiero, kiedy podszedł bliżej rozpoznała w nim tego, który ją uderzył. Eliza szybko usiadła i odsunęła się w drugi koniec łóżka.
   -Powinnaś coś zjeść – rzucił obojętnie. Dopiero wtedy zobaczyła tacę z jedzeniem i butelkę wody, którą postawił na toaletce. Odprowadziła go wzrokiem do drzwi. Mężczyzna odwrócił się jeszcze w jej stronę i spojrzał na jej spuchnięty policzek.
   -Przyniosę Ci trochę lodu. – Tym razem drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Eliza przez ten czas w ogóle nie myślała o jedzeniu. Dopiero teraz, kiedy miała przed sobą talerz z kilkoma kanapkami, poczuła jak jej żołądek skręca się i wydaje z siebie głośne burczenie. Nie czekając dłużej sięgnęła po tacę, która stała na toaletce i łapczywie pochłaniała kanapki.

.

   -Zabić, nie zabić, zabić, nie zabić… - Dominik od paru godzin bił się z myślami. Co chwila coś mu podpowiadało Zabij ją, po co Ci taki kłopot. Strzel jej kulkę w głowę i po sprawie. Ale nie był pewien czy to najlepszy sposób. Miał mętlik w głowie i musiał się przyznać przed samym sobą, że nie był w stanie poradzić sobie sam. Przecież nie był jakimś cholernym zabójcą. Miał serce i uczucia.
   Noc nastała nim Dominik się zorientował.  Był tak zamyślony i skupiony na nieznajomej dziewczynie, że nawet nie zorientował się jak szybko mijały godziny. Podszedł do okna i przed dłuższą chwilę wpatrywał się jak Warszawa powoli usypia. Na ulicach pojawiało się coraz mniej jadących w pośpiechu aut,  a piesi całkowicie zniknęli z pola widzenia. Z ostatniego piętra wieżowca, na którym znajdował się apartament Dominika doskonale było widać Pałac Kultury. Mężczyzna zatrzymał na chwilę wzrok na oddalonym zegarze. Wybiła północ. Przetarł dłonią zaspane oczy i wolnych krokiem skierował się w stronę swojej sypialni. W salonie minął siedzącego na kanapie Maxa, przyjaciel machnął mu ręką nie odwracając wzroku od gali boksu, którą właśnie oglądał.  Wszedł powoli po schodach, idąc korytarzem mijał drzwi do łazienki, siłowni, a końcu te, za którymi znajdowała się nieznajoma. Zatrzymał się i po chwili zrobił kilka kroków do tyłu. Przystanął przy samych drzwiach i położył dłoń na klamce. Jego ręka się naprężyła i Dominik po cichu otworzył drzwi. Zajrzał do środka. Drobne ciało dziewczyny zwinięte było w ’kłębek’ i unosiło się szybko w górę i w dół.  Słychać było ciche pociągnięcia nosem i prawie niesłyszalne łkanie. Przez chwilę poczuł wyrzuty sumienia. Zacisnął mocniej drżącą dłoń na klamce, drzwi otworzyły się szerzej wydając z siebie skrzypienie. W pokoju zapanowała cisza. Dominik zaklął w myślach i zaczął cicho wycofywać się z pomieszczenia.
   -Przeszedłeś mnie zabić? Podczas snu? To żałosne – wycedziła drżącym głosem. Po chwili pociągnęła głośno nosem. Mężczyzna wyprostował się i pewnym krokiem wszedł do środka. Zapalił światło. Jej drobne ciało skurczyło się jeszcze bardziej.
  -Nie jestem mordercą – powiedział urażony. Miałby się zakradać po nocy we własnym mieszaniu, aby zabić jakąś gówniarę? Dobre sobie! – Poza tym, po co miałbym to robić po ciemku? Większą frajdę sprawi mi to jak widzę twarz swojej ofiary. – Z jego gardła wydobył się cichy śmiech. Dziewczyna znieruchomiała. Czekał na jakąś odpowiedz, ale kiedy stwierdził, że niczego takie się nie doczeka, odwrócił się na pięcie i podszedł do drzwi. Zgasił światło i jeszcze przez chwile wpatrywał się w zarys jej ciała.
   -Możesz dzisiaj spać spokojnie, nikt Cię nie zabiję. – Wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi. Zanim poszedł do swojej sypialni, jeszcze długą chwilę stał pod drzwiami dziewczyny i nasłuchiwał odgłosów. Ciche szlochanie zamieniło się po chwili w głośny płacz, lecz nie trwał on długo. Kiedy wszystko ucichło i Dominikowi wydało się, że dziewczyna usnęła, poszedł do swojego pokoju. Otworzył barek i nalał sobie szklankę whisky. Wypił ją jednym tchem po czym rzucił się na łóżko.
   Tej nocy Dominik nie spał, nawet minuty. Wypił w samotności jeszcze kilka szklanek whisky rozmyślając o swoim ojcu. Co by zrobił na jego miejscu? Chciał postąpić słusznie i miał nadzieję, że nie pożałuje decyzji jaką podjął.  

  Kiedy jego budzik rozdzwonił się o siódmej rano, uśmiechnął się pod nosem. Mimo, że był zmęczony, cieszył się, że noc dobiegła końca.  Zrzucił z siebie wczorajsze ubranie i poszedł do łazienki. Wszedł pod prysznic i odkręcił zimny strumień. Kiedy pierwsze krople wody uderzyły w jego ciało nie mógł złapać tchu. Przymknął oczy i oparł głowę o zimne płytki. Tego mu było trzeba. Zmęczenie spłynęło z niego razem ze strumieniami wody. Po paru minutach szedł już korytarzem ubrany tylko w spodenki, z mokrych włosów skapywały jeszcze ostatnie krople wody. Zbiegł po schodach wpadając na Maxa.
   -Siema stary – klepnął go dłonią po ramieniu.
  -Widzę humor dzisiaj dopisuję – Max zaśmiał się i ze zdziwieniem popatrzył na przyjaciela. Dominik wzruszył ramionami.
   -Mogę prosić o kawę?
  -Kurwa, a co ja jestem gosposia? – Blondyn posłał mu surowe spojrzenie i bez słowa opuścił pomieszczenie. Mężczyzna zaśmiał się głośno i poszedł do kuchni zrobić sobie kawę. Po chwili wyszedł na taras z kubkiem gorącego napoju. Stanął obok Maxa i szturchnął go łokciem.
   -Co jest? – spytał mrużąc oczy od ostrych promieni słonecznych.
   -Ludzie gadają.
   -Co?
   -No wiesz z tą małą, że nas sypnie i w ogóle. Zrozum. Martwią się. Ja zresztą też.
  -Max przyjacielu. – Położył mu dłoń na ramieniu i dodał: -Jesteś tu po to, aby jej pilnować. Dopóki jej pilnujesz nikt się o niczym nie dowie, a poza tym podjąłem już decyzję.
   -Więc słucham.
   -Nie zabiję jej – rzucił takim tonem jakby mówił o jakiejś zabawce. Kiedy napotkał spojrzenie ochroniarza ciągnął dalej: -Zostanie u mnie i nawet jeśli ma tu zostać do śmierci, zostanie. Przypomniałem sobie wczoraj słowa mojego ojca, wiesz? Pamiętaj synu, nie jesteśmy złymi ludźmi. Handlujemy narkotykami, to prawda. Załatwiamy ludzi, którzy nas oszukają, ale nie zabijamy dla zabawy. Nigdy. – Upił łyk kawy i uśmiechnął się szeroko. Max pokręcił z niedowierzaniem głową, ale uszanował decyzję jaką podjął jego szef. Jego zadaniem jest pilnowanie dziewczyny i na tym postanowił się skupić. 

>>>>>

No i jest po długiej przerwie. Przez kilka tygodni rozdział stanął w połowie i nie miałam kompletnie pojęcia jak mam dalej ubrać w słowa to co chciałam, ale w końcu się udało :)
Przepraszam za jakiekolwiek błędy.
Pozdrawiam! :*