poniedziałek, 27 stycznia 2014

3.






    Na twarzy młodego gangstera od rana widniał szeroki uśmiech. Teraz, kiedy już wiedział, gdzie mieszka Rataj wszystko powinno pójść jak po maśle. Planował ten dzień już od wielu miesięcy. Miał zaplanowany każdy ruch, nawet ten najmniejszy. Więc czy coś mogło pójść nie tak? Wątpił. Uniósł na wysokość oczu swój pistolet, przyjrzał się mu dokładnie, po czym wycelował lufę w stronę drzwi. Chwilę później cofną dłoń, wyjął z szuflady naboje i załadował magazynek. Czas leciał niemiłosiernie wolno, jakby celowo chciał go wyprowadzić z równowagi, rozzłościć i zniweczyć jego plany, ale Dominik był twardy i cierpliwie czekał, aż jego ludzie dadzą znać, że można rozpocząć akcje.
   Drzwi do jego gabinetu otworzyły się z impetem. Nie lubił, kiedy jego ludzie tak po prostu wpadają do środka nie racząc nawet zapukać. Już szykował ostrą wypowiedzieć dla Maxa, jednego z jego ochroniarzy a zaraz przyjaciela, ale kiedy usłyszał, że mogą ruszać, że Rataj właśnie wrócił do mieszkania, miejsce złości zastąpiło uczucie podniecenia.
Zerwał się z fotela i włożył pistolet do kabury przymocowanej z prawej strony paska.
  -No to ruszamy – posłał szeroki uśmiech Maxowi. Chwilę później obaj pędzili przez centrum Warszawy. Niebo pokryte było ciemnymi chmurami, które zapowiadały, że niedługo rozpęta się mocna burza. Dochodziła godzina dziewiętnasta i mimo letniej pory roku na dworze zrobiło się ciemno. Od czasu do czasu pioruny i błyskawice rozświetlały czarne niebo. Lepszej pogody na sprzątniecie Rataja, Dominik nie mógł sobie wymarzyć. Mimo, że jego pistolet nie był zbyt głośny, wolał, aby nikt nie usłyszał strzału. W tej chwili już się tym nie przejmował. Był pewien, że burza w znacznym stopniu zagłuszy odgłos wystrzelonej kuli.
Zatrzymali się przed blokiem. Po drugiej stronie ulicy czekali już jego ludzie. Dominik wysiadł z samochodu, zaraz po nim wyskoczył Max, a chwile później dołączyli do niego dwaj pozostali ochroniarze.
   -Pamiętajcie, jeśli coś pójdzie nie tak, macie go dorwać i zabić jak psa. – Jego ludzie pokiwali zgodnie głowami, na koniec Dominik rzucił: - Załatwmy skurwiela.
   Kiedy wchodzili po schodach odgłos ciężkich butów odbijał się echem od ścian. Kiedy znaleźli się na właściwym piętrze, Max zaczął pukać do każdych drzwi, aby sprawdzić czy aby na pewno nikogo nie ma w domu. Mimo, że kilkanaście minut temu zrobili to pozostali ochroniarze, Dominik wolał mieć pewność. Tym razem również nikt nie otwierał, dlatego cała czwórka zwróciła się w stronę właściwych drzwi. Max na rozkaz szefa zakleił wizjer, aby Rataj nie mógł ich zobaczyć. Dominik głośno zapukał, przez chwilę nikt nie otwierał. Mężczyzna nerwowo potupywał nogą. Chciał zakończyć tę sprawę, zastukał ponownie i tym razem drzwi zaczęły się uchylać.

.

   Eliza od kilku dni nie mogła znaleźć pracy, dlatego kolejnego dnia siedziała w domu. Magda i Filip mieli na nocną zmianę, więc wieczór musiała spędzić samotnie. Na nieszczęście na dworze zaczynała się burza i nie zapowiadało się, aby miała szybko się zakończyć. Osiemnastolatka od zawsze bała się głośnych grzmotów i strzelających piorunów, a w dodatku samotnie spędzona noc w niczym jej nie pomagała. Próbowała zagłuszyć je głośną muzyką, ale kiedy na zewnątrz strzelił kolejny piorun wystraszyła się i wyłączyła wszystkie elektryczne urządzenia. Pozostało jej czekać aż burza dobiegnie końca. Opatuliła się kocem i zwinęła w kłębek na łóżku. Zmęczenie dopadło ją nie wiadomo kiedy, po chwili przymknęła oczy i odpłynęła.
   Huk pioruna obudził Elizę. Pół przytomna spojrzała na zegarek, było parę minut po dziewiętnastej. Spała zaledwie dwadzieścia minut a wydawało jej się, że przespała dobrych parę godzin. Przetarła dłonią zaspane oczy i ziewnęła. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi, nie miała siły, aby wstać, ale kiedy łomot się powtórzył, powoli zgramoliła się z łóżka. Leniwie podeszła do drzwi i spojrzała przez wizjer. Przy drzwiach naprzeciwko stało czterech mięśniaków. Na prawym ramieniu jednego z nich dostrzegła duży tatuaż. Po chwili drzwi sąsiada się uchyliły i wyszedł z nich Marcin, którego poznała wczoraj, kiedy wynosiła śmieci. Mężczyzna z tatuażem bez chwili wahania wyciągnął pistolet i wymierzył prosto w Rataja. Eliza patrzyła jak zahipnotyzowana w to, co się dzieję za drzwiami jej mieszkania i nie mogła w to uwierzyć. Mężczyzna nacisnął spust, na klatce schodowej rozległ się cichy strzał a Marcin upadł na podłogę. Dziewczyna usłyszała głośny krzyk i dopiero po chwili zorientowała się, że wydobywa się właśnie z jej ust. Szybko zakryła je dłonią, ale było już za późno. Cztery pary oczu wpatrzone były w drzwi, za którymi stała. Mężczyźni zaczęli się kłócić. Eliza na drżących nogach zaczęła cofać się do tyłu, dopóki nie dotknęła plecami ściany. Na jej policzkach pojawiły się łzy. Ręce jej się trzęsły a do drzwi ponownie ktoś zapukał. Nie miała wątpliwości, kto to taki. Serce waliło jej jak młot, wiedziała, że zaraz czeka ją to samo, co biednego Marcina. Nagle drzwi wyleciały z futryny a Eliza z przerażeniem w oczach patrzyła na zbliżających się mężczyzn. Chciała krzyczeć, ale głos uwiązł jej w gardle. Miedzy ich dużymi ciałami dostrzegła leżącego Marcina w kałuży krwi. Jeden z nich podszedł do niej, chwycił ją za ramiona, a ona nawet nie mogła się ruszyć. Jej ciało było tak sztywne, że nie mogła poruszyć nawet ręką. Jednak, kiedy zobaczyła w ręku jednego z nich pistolet, zaczęła się szarpać. Wiedziała, że nie ma szans, bo mężczyzna, który ją trzymał był trzy razy taki jak ona. Max uniósł rękę do góry i z całej siły uderzył dziewczynę. Eliza zatoczyła się i po chwili upadła nieprzytomna na podłogę.
   -Cholera, do samochodu z nią. Zmywamy się. – Dominik wyszedł z obcego mieszkania. Przystaną nad Marcinem: - Adam i Janek posprzątajcie tu, ale szybko. – Zbiegł po schodach a za nim Max niosąc na rekach dziewczynę.
   Kiedy Dominik usiadł za kierownicą swojego auta dopiero wtedy dotarło do niego to, co się stało. Zemścił się za swojego ojca, ale za to nabawił się kolejnego problemu. Co miał począć ze świadkiem zabójstwa? W lusterku wstecznym dostrzegł jak Max wrzuca dziewczynę na tylne siedzenie i związuje jej ręce i nogi. Po chwili wsiadł na miejsce pasażera.
   -Trzeba się jej pozbyć – powiedział stanowczo Max.
   -Sam nie wiem.
   -Dominik, musimy ją zabić, wiesz, że nie ma innego wyjścia. Jeśli zacznie sypać, będziemy skończeni. Wszyscy.
   -Póki, co dziewczyna jest w naszych rekach, więc nie będzie miała, komu sypać. Zresztą Max, ja nie zabijam niewinnych ludzi – odparł obojętnie, ale w głębi duszy wiedział, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Odpalił samochód i ruszył z piskiem opon.


>>>>>>>>

3 krótka niestety, ale mam nadzieje, że za to nie najgorsza :)



 

czwartek, 2 stycznia 2014

2.

  


   Szła szybkim krokiem. Była zmęczona, zła i głodna. Nie sądziła, że szukanie pracy może być tak trudne i męczące. Próbowała wszędzie, jako kelnerka, sprzątaczka, kasjerka. Wszędzie szukali osoby z doświadczeniem a Eliza niestety nie posiadała żadnego. Musiała coś znaleźć. Oszczędności jakie zgromadziła do tej pory były niewielkie.
Zatrzymała się przed małą knajpką z hot-dogami. Kiedy weszła do środka od razu poczuła typowy dla takich miejsc zapach. Złożyła zamówienie i odeszła parę kroków od lady. Miejsce było zatłoczone, zapewne głównie z powodu pory obiadowej. Mimo, że było mnóstwo ludzi nie musiała długo czekać na swoje zamówienie. Odebrała hot-doga i szybko odwróciła się z zamiarem opuszczenia lokalu, niechcący potrąciła jakiegoś mężczyznę.
-Przepraszam- wymamrotała i w pośpiechu wyszła słysząc za sobą głośne przekleństwa kierowane w jej stronę. Lato rozpoczęło się już na dobre, a temperatura przekraczała dwadzieścia pięć stopni. Konsumując zakupioną kanapkę Eliza skierowała się w stronę parku. Potrzebowała kilku minut odpoczynku. Od rana jeździła po Warszawie, już teraz miała wrażenie jakby w jej stopy wbijano gwoździe a miała przed sobą jeszcze dużo chodzenia. Żałowała, że nie zaczęła szukać pracy w trakcie pisania matur. Może teraz zarabiałaby już jakieś pieniądze i nie musiałaby siedzieć na głowie przyjaciołom. Opadła bez sił na wolną ławkę i przymknęła oczy. Słońce przyjemnie ogrzewało jej twarz, uśmiechnęła się mimowolnie. Uwielbiała tę porę roku. Zawsze marzyła aby mieszkać w kraju gdzie ciepłe słońce nigdy nie znika, a śnieg jest tylko mitem. Jej piękne marzenia o słonecznej plaży przerwał znajomy męski głos. Głos którego pragnęła więcej nie słyszeć. Gdy tylko otworzyła oczy, ujrzała biegnącego w jej stronę chłopaka, który co chwila wykrzykiwał jej imię. Gwałtownie zerwała się z ławki i szybko zaczęła iść w przeciwnym kierunku.
-Hej! Elizka! Poczekaj!- coraz głośniej słyszała wołanie. Mocno zacisnęła ze złości dłonie i jeszcze bardziej przyspieszyła kroku. Mocne szarpnięcie za rękę zatrzymało ją a kiedy się odwróciła zobaczyła stojącego tuż za nią chłopaka, który bardzo szybko oddychał z trudem łapiąc powietrze.
-Unikasz… mnie?- zapytał trzymając się za klatkę piersiową.
-Czego nie zrozumiałeś kiedy mówiłam, że nie chcę Cie więcej oglądać?
-Elizka proszę, kocham Cię no- zrobił krok do przodu i dotknął jej policzka- nigdy nie przestałem Cię kochać.
-Zostaw mnie Karol- odtrąciła jego rękę, mimo to na policzku wciąż czuła ciepło jego dłoni. Odwróciła się na pięcie i zamknęła załzawione oczy. Nie zrobiła jednak żadnego kroku, stała tuż przed nim, sama nie wiedząc na co czeka. Nogi jakby wrosły jej w ziemię. Pragnęła znaleźć się daleko stąd, jak najdalej od chłopaka, który zniszczył jej życie, przez którego jej serce rozpadło się na kawałki.
-Skarbie- wyszeptał jej prosto do ucha, kładąc dłonie na jej ramionach. Jej ciało przeszył dreszcz, uczucie jakiego już nie pamiętała.
-Byłam gotowa zrobić dla Ciebie wszystko, naprawdę wszystko, a Ty tak po prostu się mnie wyrzekłeś- wyszeptała.
-Nie wyrzekłem się Ciebie, jak możesz tak mówić?
-Jak mogę? Do jasnej cholery wstydziłeś się mnie, okłamałeś rodziców, przecież to nie moja wina, że jestem sierotą! Jak mogłeś powiedzieć, że wstydzisz się tego kim jestem?- gwałtownie odwróciła się do niego przodem. Jej twarz była czerwona ze złości i od płaczu.
-Nie wiedziałem co robić, rodzice oczekiwali, że…- urwał patrząc na nią ze smutkiem.
-Że Twoja wybranka będzie dziedziczką z dobrego domu a nie takim wyrzutkiem jak ja- dokończyła za niego. Milczał. Było dla niej jasne, że dokładnie to chciał powiedzieć- Daj mi w końcu święty spokój i znajdź sobie jakąś pustą blondi, która spełni oczekiwania Twoich cudownych rodziców- powiedziała a raczej wysyczała jednych tchem poczym odwróciła się i odeszła z dumnie uniesioną głową. Więcej nie prosił, nie wołał, tylko stał w milczeniu i patrzył jak kobieta, którą kocha odchodzi na zawsze z jego życia.
Eliza biegła wycierając dłonią łzy, które strumieniem spływały po zaczerwienionych policzkach. Chciałaby aby ten dzień nigdy się nie wydarzył, albo po prostu wystarczyłoby aby ktoś wymazał ten dzień z jej pamięci.

.

   Mimo wysokiej temperatury jego ciało okryte było bluzą a głowa szerokim czarnym kapturem. Nie mógł pozwolić sobie na to, aby ktoś go poznał. Szedł za wysokim mężczyzną w bezpiecznej odległości. Jego ludzie już raz go zgubili, a on chciał jak najszybciej zakończyć sprawę. Pragnął zemsty, bolesnej dla zabójcy jego ojca. Mężczyzna wszedł do obskurnego lokalu z hot-dogami. Dominik postanowił poczekać. Ku jego zaskoczeniu, chwilę później z knajpy wybiegła młoda dziewczyna a za nią jego ofiara. Marcin Rataj.
-Cholerna gówniara! – krzyczał za nią wycierając sos z koszulki- jasna kurwa!- wyrzucił brudną chusteczkę do kosza i szybkim krokiem skierował się w stronę Dominika. Ten szybko oparł się o ścianę jednego z budynków i wyciągnął z kieszeni paczkę fajek. Odpalił papierosa nie podnosząc spuszczonej głowy. Kiedy Marcin minął go wciąż rzucając przekleństwami, od razu ruszył za nim. Minęli kilka przecznic, Dominik wciąż trzymał się w bezpiecznej odległości. Nie znał tej części Warszawy, a był już prawie w każdej, nawet najbardziej cuchnącej dziurze w tym  mieście.

Marcin Rataj zatrzymał się przed wejściem do klatki schodowej, zaniedbanego bloku. Nerwowo macał swoje kieszenie nie mogąc znaleźć kluczy. Dominik korzystając z okazji przyspieszył aby znaleźć się jak najbliżej niego. Stał po drugiej stronie ulic, dlatego nie był wstanie dojrzeć cyfr które wystukał na domofonie Marcin.
-Cholera- zaklął pod nosem i wyciągnął telefon. Wybrał ostatnio używany numer.
-Tak szefie?- usłyszał po drugiej stornie.
-Mam skurwiela- powiedział i podał adres ulicy na której się znajdował.
Czekając na swoich ludzi cały czas obserwował drzwi za którymi zniknął mężczyzna. Nikt nie wchodził i nikt nie wychodził z bloku. Musiał przyznać, że Rataj dobrze się ukrył. Nigdy by nie pomyślał, że może się chować w takim miejscu. Dominik nie musiał wchodzić do środka aby wiedzieć, że blok zamieszkały jest przez najniższą klasę. Nie wykluczał, że na klatce schodowej spali czasami bezdomni. Skrzywił się na samą myśl, że będzie musiał tam wejść. Z drugiej strony takie otoczenie było doskonałe. Nikt nie przejmie głośnych hukiem strzału. Kąciki jego ust uniosły się znacznie do góry, kiedy tylko pomyślał o kulce wpakowanej proso w głowę Marcina Rataja. 
-Już niedługo Ty pieprzony sukinsynie- zaśmiał się głośno. Chwilę później pod blok pojechało czarne audi. Wysiadło z niego dwóch mięśniaków.
-Macie dowiedzieć się, w którym mieszkaniu mieszka. Nie chce żadnych świadków, jasne! Macie być dyskretni. Jesteśmy w kontakcie.- Kiedy mężczyźni przytaknęli wsiadł do samochodu i odjechał. Powoli zaczynał czuć wspaniałe uczucie satysfakcji. Wyobrażał sobie minę tego dupka, kiedy go zobaczy.

-Jutrzejszy dzień będzie wspaniały ojcze- powiedział unosząc głowę do góry- Wspaniały dla mnie i dla Ciebie.


> > > > > > >
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

Jeśli chcecie być powiadamiani proszę o pozostawienie komentarza w zakładce POWIADOMIENIA lub dodajcie bloga do obserwowanych.
Mam nadzieję, że nie zanudziłam :)

Pozdrawiam Sove.