Na twarzy młodego
gangstera od rana widniał szeroki uśmiech. Teraz, kiedy już wiedział, gdzie
mieszka Rataj wszystko powinno pójść jak po maśle. Planował ten dzień już od
wielu miesięcy. Miał zaplanowany każdy ruch, nawet ten najmniejszy. Więc czy
coś mogło pójść nie tak? Wątpił. Uniósł na wysokość oczu swój pistolet,
przyjrzał się mu dokładnie, po czym wycelował lufę w stronę drzwi. Chwilę
później cofną dłoń, wyjął z szuflady naboje i załadował magazynek. Czas leciał
niemiłosiernie wolno, jakby celowo chciał go wyprowadzić z równowagi, rozzłościć
i zniweczyć jego plany, ale Dominik był twardy i cierpliwie czekał, aż jego
ludzie dadzą znać, że można rozpocząć akcje.
Drzwi do jego
gabinetu otworzyły się z impetem. Nie lubił, kiedy jego ludzie tak po prostu
wpadają do środka nie racząc nawet zapukać. Już szykował ostrą wypowiedzieć dla
Maxa, jednego z jego ochroniarzy a zaraz przyjaciela, ale kiedy usłyszał, że
mogą ruszać, że Rataj właśnie wrócił do mieszkania, miejsce złości zastąpiło
uczucie podniecenia.
Zerwał się z fotela i włożył pistolet do kabury
przymocowanej z prawej strony paska.
-No to ruszamy –
posłał szeroki uśmiech Maxowi. Chwilę później obaj pędzili przez centrum
Warszawy. Niebo pokryte było ciemnymi chmurami, które zapowiadały, że niedługo
rozpęta się mocna burza. Dochodziła godzina dziewiętnasta i mimo letniej pory
roku na dworze zrobiło się ciemno. Od czasu do czasu pioruny i błyskawice
rozświetlały czarne niebo. Lepszej pogody na sprzątniecie Rataja, Dominik nie
mógł sobie wymarzyć. Mimo, że jego pistolet nie był zbyt głośny, wolał, aby
nikt nie usłyszał strzału. W tej chwili już się tym nie przejmował. Był pewien,
że burza w znacznym stopniu zagłuszy odgłos wystrzelonej kuli.
Zatrzymali się przed blokiem. Po drugiej stronie ulicy
czekali już jego ludzie. Dominik wysiadł z samochodu, zaraz po nim wyskoczył
Max, a chwile później dołączyli do niego dwaj pozostali ochroniarze.
-Pamiętajcie, jeśli
coś pójdzie nie tak, macie go dorwać i zabić jak psa. – Jego ludzie pokiwali
zgodnie głowami, na koniec Dominik rzucił: - Załatwmy skurwiela.
Kiedy wchodzili po
schodach odgłos ciężkich butów odbijał się echem od ścian. Kiedy znaleźli się
na właściwym piętrze, Max zaczął pukać do każdych drzwi, aby sprawdzić czy aby
na pewno nikogo nie ma w domu. Mimo, że kilkanaście minut temu zrobili to
pozostali ochroniarze, Dominik wolał mieć pewność. Tym razem również nikt nie
otwierał, dlatego cała czwórka zwróciła się w stronę właściwych drzwi. Max na
rozkaz szefa zakleił wizjer, aby Rataj nie mógł ich zobaczyć. Dominik głośno
zapukał, przez chwilę nikt nie otwierał. Mężczyzna nerwowo potupywał nogą.
Chciał zakończyć tę sprawę, zastukał ponownie i tym razem drzwi zaczęły się
uchylać.
.
Eliza od kilku dni
nie mogła znaleźć pracy, dlatego kolejnego dnia siedziała w domu. Magda i Filip
mieli na nocną zmianę, więc wieczór musiała spędzić samotnie. Na nieszczęście
na dworze zaczynała się burza i nie zapowiadało się, aby miała szybko się
zakończyć. Osiemnastolatka od zawsze bała się głośnych grzmotów i strzelających
piorunów, a w dodatku samotnie spędzona noc w niczym jej nie pomagała.
Próbowała zagłuszyć je głośną muzyką, ale kiedy na zewnątrz strzelił kolejny
piorun wystraszyła się i wyłączyła wszystkie elektryczne urządzenia. Pozostało
jej czekać aż burza dobiegnie końca. Opatuliła się kocem i zwinęła w kłębek na
łóżku. Zmęczenie dopadło ją nie wiadomo kiedy, po chwili przymknęła oczy i
odpłynęła.
Huk pioruna obudził
Elizę. Pół przytomna spojrzała na zegarek, było parę minut po dziewiętnastej.
Spała zaledwie dwadzieścia minut a wydawało jej się, że przespała dobrych parę
godzin. Przetarła dłonią zaspane oczy i ziewnęła. Po chwili usłyszała pukanie
do drzwi, nie miała siły, aby wstać, ale kiedy łomot się powtórzył, powoli
zgramoliła się z łóżka. Leniwie podeszła do drzwi i spojrzała przez wizjer. Przy
drzwiach naprzeciwko stało czterech mięśniaków. Na prawym ramieniu jednego z
nich dostrzegła duży tatuaż. Po chwili drzwi sąsiada się uchyliły i wyszedł z
nich Marcin, którego poznała wczoraj, kiedy wynosiła śmieci. Mężczyzna z
tatuażem bez chwili wahania wyciągnął pistolet i wymierzył prosto w Rataja.
Eliza patrzyła jak zahipnotyzowana w to, co się dzieję za drzwiami jej
mieszkania i nie mogła w to uwierzyć. Mężczyzna nacisnął spust, na klatce
schodowej rozległ się cichy strzał a Marcin upadł na podłogę. Dziewczyna
usłyszała głośny krzyk i dopiero po chwili zorientowała się, że wydobywa się
właśnie z jej ust. Szybko zakryła je dłonią, ale było już za późno. Cztery pary
oczu wpatrzone były w drzwi, za którymi stała. Mężczyźni zaczęli się kłócić.
Eliza na drżących nogach zaczęła cofać się do tyłu, dopóki nie dotknęła plecami
ściany. Na jej policzkach pojawiły się łzy. Ręce jej się trzęsły a do drzwi
ponownie ktoś zapukał. Nie miała wątpliwości, kto to taki. Serce waliło jej jak
młot, wiedziała, że zaraz czeka ją to samo, co biednego Marcina. Nagle drzwi
wyleciały z futryny a Eliza z przerażeniem w oczach patrzyła na zbliżających
się mężczyzn. Chciała krzyczeć, ale głos uwiązł jej w gardle. Miedzy ich dużymi
ciałami dostrzegła leżącego Marcina w kałuży krwi. Jeden z nich podszedł do
niej, chwycił ją za ramiona, a ona nawet nie mogła się ruszyć. Jej ciało było
tak sztywne, że nie mogła poruszyć nawet ręką. Jednak, kiedy zobaczyła w ręku
jednego z nich pistolet, zaczęła się szarpać. Wiedziała, że nie ma szans, bo
mężczyzna, który ją trzymał był trzy razy taki jak ona. Max uniósł rękę do góry
i z całej siły uderzył dziewczynę. Eliza zatoczyła się i po chwili upadła
nieprzytomna na podłogę.
-Cholera, do
samochodu z nią. Zmywamy się. – Dominik wyszedł z obcego mieszkania. Przystaną
nad Marcinem: - Adam i Janek posprzątajcie tu, ale szybko. – Zbiegł po schodach
a za nim Max niosąc na rekach dziewczynę.
Kiedy Dominik usiadł
za kierownicą swojego auta dopiero wtedy dotarło do niego to, co się stało. Zemścił
się za swojego ojca, ale za to nabawił się kolejnego problemu. Co miał począć
ze świadkiem zabójstwa? W lusterku wstecznym dostrzegł jak Max wrzuca dziewczynę
na tylne siedzenie i związuje jej ręce i nogi. Po chwili wsiadł na miejsce pasażera.
-Trzeba się jej
pozbyć – powiedział stanowczo Max.
-Sam nie wiem.
-Dominik, musimy ją
zabić, wiesz, że nie ma innego wyjścia. Jeśli zacznie sypać, będziemy skończeni.
Wszyscy.
-Póki, co
dziewczyna jest w naszych rekach, więc nie będzie miała, komu sypać. Zresztą
Max, ja nie zabijam niewinnych ludzi – odparł obojętnie, ale w głębi duszy
wiedział, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Odpalił samochód i ruszył z
piskiem opon.
>>>>>>>>
3 krótka niestety, ale mam nadzieje, że za to nie najgorsza :)