czwartek, 2 stycznia 2014

2.

  


   Szła szybkim krokiem. Była zmęczona, zła i głodna. Nie sądziła, że szukanie pracy może być tak trudne i męczące. Próbowała wszędzie, jako kelnerka, sprzątaczka, kasjerka. Wszędzie szukali osoby z doświadczeniem a Eliza niestety nie posiadała żadnego. Musiała coś znaleźć. Oszczędności jakie zgromadziła do tej pory były niewielkie.
Zatrzymała się przed małą knajpką z hot-dogami. Kiedy weszła do środka od razu poczuła typowy dla takich miejsc zapach. Złożyła zamówienie i odeszła parę kroków od lady. Miejsce było zatłoczone, zapewne głównie z powodu pory obiadowej. Mimo, że było mnóstwo ludzi nie musiała długo czekać na swoje zamówienie. Odebrała hot-doga i szybko odwróciła się z zamiarem opuszczenia lokalu, niechcący potrąciła jakiegoś mężczyznę.
-Przepraszam- wymamrotała i w pośpiechu wyszła słysząc za sobą głośne przekleństwa kierowane w jej stronę. Lato rozpoczęło się już na dobre, a temperatura przekraczała dwadzieścia pięć stopni. Konsumując zakupioną kanapkę Eliza skierowała się w stronę parku. Potrzebowała kilku minut odpoczynku. Od rana jeździła po Warszawie, już teraz miała wrażenie jakby w jej stopy wbijano gwoździe a miała przed sobą jeszcze dużo chodzenia. Żałowała, że nie zaczęła szukać pracy w trakcie pisania matur. Może teraz zarabiałaby już jakieś pieniądze i nie musiałaby siedzieć na głowie przyjaciołom. Opadła bez sił na wolną ławkę i przymknęła oczy. Słońce przyjemnie ogrzewało jej twarz, uśmiechnęła się mimowolnie. Uwielbiała tę porę roku. Zawsze marzyła aby mieszkać w kraju gdzie ciepłe słońce nigdy nie znika, a śnieg jest tylko mitem. Jej piękne marzenia o słonecznej plaży przerwał znajomy męski głos. Głos którego pragnęła więcej nie słyszeć. Gdy tylko otworzyła oczy, ujrzała biegnącego w jej stronę chłopaka, który co chwila wykrzykiwał jej imię. Gwałtownie zerwała się z ławki i szybko zaczęła iść w przeciwnym kierunku.
-Hej! Elizka! Poczekaj!- coraz głośniej słyszała wołanie. Mocno zacisnęła ze złości dłonie i jeszcze bardziej przyspieszyła kroku. Mocne szarpnięcie za rękę zatrzymało ją a kiedy się odwróciła zobaczyła stojącego tuż za nią chłopaka, który bardzo szybko oddychał z trudem łapiąc powietrze.
-Unikasz… mnie?- zapytał trzymając się za klatkę piersiową.
-Czego nie zrozumiałeś kiedy mówiłam, że nie chcę Cie więcej oglądać?
-Elizka proszę, kocham Cię no- zrobił krok do przodu i dotknął jej policzka- nigdy nie przestałem Cię kochać.
-Zostaw mnie Karol- odtrąciła jego rękę, mimo to na policzku wciąż czuła ciepło jego dłoni. Odwróciła się na pięcie i zamknęła załzawione oczy. Nie zrobiła jednak żadnego kroku, stała tuż przed nim, sama nie wiedząc na co czeka. Nogi jakby wrosły jej w ziemię. Pragnęła znaleźć się daleko stąd, jak najdalej od chłopaka, który zniszczył jej życie, przez którego jej serce rozpadło się na kawałki.
-Skarbie- wyszeptał jej prosto do ucha, kładąc dłonie na jej ramionach. Jej ciało przeszył dreszcz, uczucie jakiego już nie pamiętała.
-Byłam gotowa zrobić dla Ciebie wszystko, naprawdę wszystko, a Ty tak po prostu się mnie wyrzekłeś- wyszeptała.
-Nie wyrzekłem się Ciebie, jak możesz tak mówić?
-Jak mogę? Do jasnej cholery wstydziłeś się mnie, okłamałeś rodziców, przecież to nie moja wina, że jestem sierotą! Jak mogłeś powiedzieć, że wstydzisz się tego kim jestem?- gwałtownie odwróciła się do niego przodem. Jej twarz była czerwona ze złości i od płaczu.
-Nie wiedziałem co robić, rodzice oczekiwali, że…- urwał patrząc na nią ze smutkiem.
-Że Twoja wybranka będzie dziedziczką z dobrego domu a nie takim wyrzutkiem jak ja- dokończyła za niego. Milczał. Było dla niej jasne, że dokładnie to chciał powiedzieć- Daj mi w końcu święty spokój i znajdź sobie jakąś pustą blondi, która spełni oczekiwania Twoich cudownych rodziców- powiedziała a raczej wysyczała jednych tchem poczym odwróciła się i odeszła z dumnie uniesioną głową. Więcej nie prosił, nie wołał, tylko stał w milczeniu i patrzył jak kobieta, którą kocha odchodzi na zawsze z jego życia.
Eliza biegła wycierając dłonią łzy, które strumieniem spływały po zaczerwienionych policzkach. Chciałaby aby ten dzień nigdy się nie wydarzył, albo po prostu wystarczyłoby aby ktoś wymazał ten dzień z jej pamięci.

.

   Mimo wysokiej temperatury jego ciało okryte było bluzą a głowa szerokim czarnym kapturem. Nie mógł pozwolić sobie na to, aby ktoś go poznał. Szedł za wysokim mężczyzną w bezpiecznej odległości. Jego ludzie już raz go zgubili, a on chciał jak najszybciej zakończyć sprawę. Pragnął zemsty, bolesnej dla zabójcy jego ojca. Mężczyzna wszedł do obskurnego lokalu z hot-dogami. Dominik postanowił poczekać. Ku jego zaskoczeniu, chwilę później z knajpy wybiegła młoda dziewczyna a za nią jego ofiara. Marcin Rataj.
-Cholerna gówniara! – krzyczał za nią wycierając sos z koszulki- jasna kurwa!- wyrzucił brudną chusteczkę do kosza i szybkim krokiem skierował się w stronę Dominika. Ten szybko oparł się o ścianę jednego z budynków i wyciągnął z kieszeni paczkę fajek. Odpalił papierosa nie podnosząc spuszczonej głowy. Kiedy Marcin minął go wciąż rzucając przekleństwami, od razu ruszył za nim. Minęli kilka przecznic, Dominik wciąż trzymał się w bezpiecznej odległości. Nie znał tej części Warszawy, a był już prawie w każdej, nawet najbardziej cuchnącej dziurze w tym  mieście.

Marcin Rataj zatrzymał się przed wejściem do klatki schodowej, zaniedbanego bloku. Nerwowo macał swoje kieszenie nie mogąc znaleźć kluczy. Dominik korzystając z okazji przyspieszył aby znaleźć się jak najbliżej niego. Stał po drugiej stronie ulic, dlatego nie był wstanie dojrzeć cyfr które wystukał na domofonie Marcin.
-Cholera- zaklął pod nosem i wyciągnął telefon. Wybrał ostatnio używany numer.
-Tak szefie?- usłyszał po drugiej stornie.
-Mam skurwiela- powiedział i podał adres ulicy na której się znajdował.
Czekając na swoich ludzi cały czas obserwował drzwi za którymi zniknął mężczyzna. Nikt nie wchodził i nikt nie wychodził z bloku. Musiał przyznać, że Rataj dobrze się ukrył. Nigdy by nie pomyślał, że może się chować w takim miejscu. Dominik nie musiał wchodzić do środka aby wiedzieć, że blok zamieszkały jest przez najniższą klasę. Nie wykluczał, że na klatce schodowej spali czasami bezdomni. Skrzywił się na samą myśl, że będzie musiał tam wejść. Z drugiej strony takie otoczenie było doskonałe. Nikt nie przejmie głośnych hukiem strzału. Kąciki jego ust uniosły się znacznie do góry, kiedy tylko pomyślał o kulce wpakowanej proso w głowę Marcina Rataja. 
-Już niedługo Ty pieprzony sukinsynie- zaśmiał się głośno. Chwilę później pod blok pojechało czarne audi. Wysiadło z niego dwóch mięśniaków.
-Macie dowiedzieć się, w którym mieszkaniu mieszka. Nie chce żadnych świadków, jasne! Macie być dyskretni. Jesteśmy w kontakcie.- Kiedy mężczyźni przytaknęli wsiadł do samochodu i odjechał. Powoli zaczynał czuć wspaniałe uczucie satysfakcji. Wyobrażał sobie minę tego dupka, kiedy go zobaczy.

-Jutrzejszy dzień będzie wspaniały ojcze- powiedział unosząc głowę do góry- Wspaniały dla mnie i dla Ciebie.


> > > > > > >
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

Jeśli chcecie być powiadamiani proszę o pozostawienie komentarza w zakładce POWIADOMIENIA lub dodajcie bloga do obserwowanych.
Mam nadzieję, że nie zanudziłam :)

Pozdrawiam Sove.

6 komentarzy:

  1. Fajnie piszesz. Zaciekawiłaś mnie, i teraz czekam na nexta.
    Buziaki ;*
    A.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten Marcin nie mieszka czasem w tej samej kamienicy, co Eliza? Tak mi się jakoś skojarzyło, jak napisałaś o tych bezdomnych... No, ale takich kamienic może być wiele. :d Biedna Eliza... z pracą pewnie będzie jej ciężko. Niby miasto duże, więc w końcu coś znajdzie, ale pewnie nieprędko. Dominik dobrze zrobił, sam śledząc tego Marcina, bo jak widać lepiej mu to poszło niż jego podwładnym. :d

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi się twój styl. Naprawdę jest ładny i zgrabny, nie robisz błędów stylistycznych ani żadnych na tym polu albo po prostu ich nie zauważyłam. Za to popełniasz błędy w zapisie dialogów. Radziłabym o tym poczytać, a jeśli ci się nie chce to przynajmniej rób spacje po dwóch stronach myślnika, bo to każdemu bardzo rzuca się w oczy. Boli mnie też brak akapitów i niewyjustowany tekst. Gdy tekst jest zgrabnie obrobiony, to od razu wygląda o wiele bardziej profesjonalnie. Brakuje ci też wielu przecinków.

    Przestaję już biadolić, bo podoba mi się twój styl. Na ten temat jednak już ci słodziłam, więc koniec. Fabuła też jest niczego sobie. Moje klimaty, oj, jak bardzo moje klimaty. Tykam się wszystkich filmów, seriali, dokumentalnych i nie o mafii, gangach, nielegalnych klubach motocyklowych, ale niewiele takich opowiadań miałam okazję przeczytać, toteż zamierzam tu zostać :D

    Koniecznie popracuj nad interpunkcją, bo z tym u ciebie najsłabiej. Poczytaj jakiś poradnik o pisaniu poprawnych dialogów, a później popatrz sobie, gdzie stawiać przecinki.

    Pozdrawiam.

    Dziękuję za komentarz u mnie. :)

    [pozbawieni-kontroli.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem zawsze byłam słaba w interpunkcji. Będę pracować ;)
      Cieszę się, że spodobał Ci się mój styl i tematyka opowiadania.
      Dziękuję, że zajrzałaś no i mam nadzieję, że się nie zniechęcisz ;)

      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Coraz ciekawiej :) Elizka, tak jej współczuję...Nie dość że nie może znaleźć pracy to jeszcze ten Karol...Ach. Mam nadzieję że w nowym rozdziale w końcu pozna się z "gangsterem" i zdobędzie jego serce? ;)
    U mnie nowy rozdział
    street-of-broken-dreams.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. 52 yr old Project Manager Derrick Foote, hailing from Erin enjoys watching movies like Downhill and Netball. Took a trip to Kasbah of Algiers and drives a Bugatti Type 57S Atalante. kliknij tutaj, aby uzyskac wiecej informacji

    OdpowiedzUsuń