Postanowiłam zadedykować ten rozdział :)
Więc dedykacja jest dla Gatito :) Jako jedyna wciąż jest ze mną, mimo, że uciekłam z dwóch blogów i zaniedbałam cała blogosferę.
Dziękuje kochana! :) (Wciąż czekam na coś u Ciebie :) )
Miłego czytania :)
Eliza ocknęła się z ogromnym bólem głowy. Dopiero po chwili dotarło do niej co tak naprawdę się wydarzyło. Ledwo mogła zobaczyć cokolwiek, może przez półmrok panujący w pomieszczeniu a może przez uciążliwy ból, który pulsował w jej głowie. Musiało minąć sporo czasu zanim odzyskała ostrość widzenia. A jednak jeszcze żyję – przeszło jej przez myśl. Przez zasłonięte okno, małym strumieniem do pomieszczenia wdzierało się światło. Osiemnastolatka próbowała wstać, ale kiedy tylko lekko podniosła się z łóżka, zakręciło się jej w głowie. Ponownie usiadła na jego brzegu, opierając dłonie na kolanach. Po paru minut znów podjęła próbę wstania. Tym razem zawroty głowy nie nastąpiły. Eliza chwiejnym krokiem podeszła do okna i odsłoniła żaluzję. Ostre światło poraziło ją w oczy a ból w głowie nasilił się dwukrotnie. Szybko zasłoniła z powrotem okno, ale nie do końca. Zostawiła lekko uchylone żaluzję, aby mogła dobrze dostrzec gdzie się znajduje. Pomieszczenie było niewielkie, stało w nim tylko łóżko i mała toaletka z lustrem. Dziewczyna od razu do niej podeszła. Kiedy zobaczyła swoje odbicie, nie mogła poznać osoby znajdującej się po drugiej stronie lustra. Poplątane włosy opadały na jej ramiona. Lewy policzek był bordowy i spuchnięty, uniosła dłoń do góry i delikatnie dotknęła obolałe miejsce. Od razu przypomniała sobie silną dłoń mężczyzny zaciskającą się na jej rękach, a potem mocny cios, po którym już nic nie pamiętała. Podwinęła rękawy cienkiej koszuli, na przedramieniu widniały zaczerwienione ślady po palcach oprawcy. Do jej głowy zaczęły się wdzierać przerażające obrazy, Marcin w kałuży krwi, odgłos strzału a na końcu On, mężczyzna z tatuażem na ręku i pistoletem w dłoni. Ciałem dziewczyny zaczęły wstrząsać nieprzyjemne dreszcze a po policzkach strumieniem spływały łzy. Eliza wróciła na łóżko i skuliła się w kłębek.
-Dlaczego to mnie spotykają takie rzeczy? Co
jest ze mną nie tak? Boże… - dziewczyna szeptała, dławiąc się płaczem. Jej
szloch przerwały ciężkie kroki za drzwiami. Dziewczyna wstrzymała oddech. Jej
serce przybrało coraz szybszych i silniejszych ruchów. Nie musiała przykładać
dłoni do lewej piersi, aby czuć jak głośno bije. Ku jej zaskoczeniu drzwi
otworzyły się powoli, czego się nie spodziewała. Była pewna, że zaraz do pokoju
wpadnie jeden z tych mięśniaków i wyceluję w nią lufę swojego pistoletu. Jednak
nic takiego nie nastąpiło. Do pokoju wszedł wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna.
Dopiero, kiedy podszedł bliżej rozpoznała w nim tego, który ją uderzył. Eliza
szybko usiadła i odsunęła się w drugi koniec łóżka.
-Powinnaś coś zjeść – rzucił obojętnie.
Dopiero wtedy zobaczyła tacę z jedzeniem i butelkę wody, którą postawił na
toaletce. Odprowadziła go wzrokiem do drzwi. Mężczyzna odwrócił się jeszcze w
jej stronę i spojrzał na jej spuchnięty policzek.
-Przyniosę Ci trochę lodu. – Tym razem drzwi
zatrzasnęły się z hukiem. Eliza przez ten czas w ogóle nie myślała o jedzeniu.
Dopiero teraz, kiedy miała przed sobą talerz z kilkoma kanapkami, poczuła jak
jej żołądek skręca się i wydaje z siebie głośne burczenie. Nie czekając dłużej
sięgnęła po tacę, która stała na toaletce i łapczywie pochłaniała kanapki.
.
-Zabić, nie zabić, zabić, nie zabić… -
Dominik od paru godzin bił się z myślami. Co chwila coś mu podpowiadało Zabij ją, po co Ci taki kłopot. Strzel jej
kulkę w głowę i po sprawie. Ale nie był pewien czy to najlepszy sposób.
Miał mętlik w głowie i musiał się przyznać przed samym sobą, że nie był w
stanie poradzić sobie sam. Przecież nie był jakimś cholernym zabójcą. Miał
serce i uczucia.
Noc
nastała nim Dominik się zorientował. Był
tak zamyślony i skupiony na nieznajomej dziewczynie, że nawet nie zorientował
się jak szybko mijały godziny. Podszedł do okna i przed dłuższą chwilę
wpatrywał się jak Warszawa powoli usypia. Na ulicach pojawiało się coraz mniej
jadących w pośpiechu aut, a piesi
całkowicie zniknęli z pola widzenia. Z ostatniego piętra wieżowca, na którym
znajdował się apartament Dominika doskonale było widać Pałac Kultury. Mężczyzna
zatrzymał na chwilę wzrok na oddalonym zegarze. Wybiła północ. Przetarł dłonią
zaspane oczy i wolnych krokiem skierował się w stronę swojej sypialni. W
salonie minął siedzącego na kanapie Maxa, przyjaciel machnął mu ręką nie odwracając
wzroku od gali boksu, którą właśnie oglądał. Wszedł powoli po schodach, idąc korytarzem
mijał drzwi do łazienki, siłowni, a końcu te, za którymi znajdowała się
nieznajoma. Zatrzymał się i po chwili zrobił kilka kroków do tyłu. Przystanął
przy samych drzwiach i położył dłoń na klamce. Jego ręka się naprężyła i
Dominik po cichu otworzył drzwi. Zajrzał do środka. Drobne ciało dziewczyny zwinięte
było w ’kłębek’ i unosiło się szybko w górę i w dół. Słychać było ciche pociągnięcia nosem i
prawie niesłyszalne łkanie. Przez chwilę poczuł wyrzuty sumienia. Zacisnął
mocniej drżącą dłoń na klamce, drzwi otworzyły się szerzej wydając z siebie
skrzypienie. W pokoju zapanowała cisza. Dominik zaklął w myślach i zaczął cicho
wycofywać się z pomieszczenia.
-Przeszedłeś mnie zabić? Podczas snu? To
żałosne – wycedziła drżącym głosem. Po chwili pociągnęła głośno nosem.
Mężczyzna wyprostował się i pewnym krokiem wszedł do środka. Zapalił światło. Jej
drobne ciało skurczyło się jeszcze bardziej.
-Nie jestem mordercą – powiedział urażony.
Miałby się zakradać po nocy we własnym mieszaniu, aby zabić jakąś gówniarę? Dobre
sobie! – Poza tym, po co miałbym to robić po ciemku? Większą frajdę sprawi mi
to jak widzę twarz swojej ofiary. – Z jego gardła wydobył się cichy śmiech.
Dziewczyna znieruchomiała. Czekał na jakąś odpowiedz, ale kiedy stwierdził, że
niczego takie się nie doczeka, odwrócił się na pięcie i podszedł do drzwi.
Zgasił światło i jeszcze przez chwile wpatrywał się w zarys jej ciała.
-Możesz dzisiaj spać spokojnie, nikt Cię
nie zabiję. – Wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi. Zanim poszedł do swojej
sypialni, jeszcze długą chwilę stał pod drzwiami dziewczyny i nasłuchiwał odgłosów.
Ciche szlochanie zamieniło się po chwili w głośny płacz, lecz nie trwał on
długo. Kiedy wszystko ucichło i Dominikowi wydało się, że dziewczyna usnęła, poszedł
do swojego pokoju. Otworzył barek i nalał sobie szklankę whisky. Wypił ją
jednym tchem po czym rzucił się na łóżko.
Tej nocy Dominik nie spał, nawet minuty. Wypił
w samotności jeszcze kilka szklanek whisky rozmyślając o swoim ojcu. Co by
zrobił na jego miejscu? Chciał postąpić słusznie i miał nadzieję, że nie
pożałuje decyzji jaką podjął.
Kiedy jego budzik rozdzwonił się o siódmej
rano, uśmiechnął się pod nosem. Mimo, że był zmęczony, cieszył się, że noc dobiegła
końca. Zrzucił z siebie wczorajsze
ubranie i poszedł do łazienki. Wszedł pod prysznic i odkręcił zimny strumień.
Kiedy pierwsze krople wody uderzyły w jego ciało nie mógł złapać tchu.
Przymknął oczy i oparł głowę o zimne płytki. Tego mu było trzeba. Zmęczenie
spłynęło z niego razem ze strumieniami wody. Po paru minutach szedł już korytarzem
ubrany tylko w spodenki, z mokrych włosów skapywały jeszcze ostatnie krople
wody. Zbiegł po schodach wpadając na Maxa.
-Siema stary – klepnął go dłonią po
ramieniu.
-Widzę humor dzisiaj dopisuję – Max zaśmiał
się i ze zdziwieniem popatrzył na przyjaciela. Dominik wzruszył ramionami.
-Mogę prosić o kawę?
-Kurwa, a co ja jestem gosposia? – Blondyn
posłał mu surowe spojrzenie i bez słowa opuścił pomieszczenie. Mężczyzna
zaśmiał się głośno i poszedł do kuchni zrobić sobie kawę. Po chwili wyszedł na
taras z kubkiem gorącego napoju. Stanął obok Maxa i szturchnął go łokciem.
-Co jest? – spytał mrużąc oczy od ostrych
promieni słonecznych.
-Ludzie gadają.
-Co?
-No wiesz z tą małą, że nas sypnie i w
ogóle. Zrozum. Martwią się. Ja zresztą też.
-Max przyjacielu. – Położył mu dłoń na
ramieniu i dodał: -Jesteś tu po to, aby jej pilnować. Dopóki jej pilnujesz nikt
się o niczym nie dowie, a poza tym podjąłem już decyzję.
-Więc słucham.
-Nie zabiję jej – rzucił takim tonem jakby
mówił o jakiejś zabawce. Kiedy napotkał spojrzenie ochroniarza ciągnął dalej:
-Zostanie u mnie i nawet jeśli ma tu zostać do śmierci, zostanie. Przypomniałem
sobie wczoraj słowa mojego ojca, wiesz? Pamiętaj
synu, nie jesteśmy złymi ludźmi. Handlujemy narkotykami, to prawda. Załatwiamy
ludzi, którzy nas oszukają, ale nie zabijamy dla zabawy. Nigdy. – Upił łyk
kawy i uśmiechnął się szeroko. Max pokręcił z niedowierzaniem głową, ale
uszanował decyzję jaką podjął jego szef. Jego zadaniem jest pilnowanie
dziewczyny i na tym postanowił się skupić.
>>>>>
No i jest po długiej przerwie. Przez kilka tygodni rozdział stanął w połowie i nie miałam kompletnie pojęcia jak mam dalej ubrać w słowa to co chciałam, ale w końcu się udało :)
Przepraszam za jakiekolwiek błędy.
Pozdrawiam! :*
>>>>>
No i jest po długiej przerwie. Przez kilka tygodni rozdział stanął w połowie i nie miałam kompletnie pojęcia jak mam dalej ubrać w słowa to co chciałam, ale w końcu się udało :)
Przepraszam za jakiekolwiek błędy.
Pozdrawiam! :*
Genialny rozdział. Mam nadzieję, że następny pojawi się szybciej, bo jestem bardzo ciekawa co będzie dalej. :)
OdpowiedzUsuńhttp://uciekacnadno.blogspot.com/
Kolejny postaram się napisać szybciej, mam nadzieję, że nie będę miała takie problemu jak z tym ;)
UsuńPozdrawiam.
Cudo. Przez ten cały czas wchodziłam codziennie sprawdzając czy nie ma nowego, nawet nie wiesz jak się ucieszyłam z nowego :)
OdpowiedzUsuńNie moge się doczekać następnego, już mnie roznosi z ciekawości :)
Życzę weny
Buziaki ;*
A.
PS. Wszystkiego naj z okazji naszego święta kobietki :)
Wiem, wiem zawaliłam, że musieliście aż tyle czekać :) Kolejny postaram się dodać troszkę szybciej :)
UsuńDziękuje i również życzę wszystkiego dobrego! :)
Pozdrawiam.
Rozdział czytało mi się lekko i przyjemnie.
OdpowiedzUsuńWiedziałam, że Dominic jej nie zabije! Nie mógł :D.
Biedna dziewczyna pewnie mu nie wierzy, że jej nie zabije... Tylko będzie musiała z nimi zostać, jak ona tą wiadomość zniesie?
Może zakocha się w Dominicu? ;p
Budujesz świetne zdania! Wszystko się tak lekko czyta ;).
Pozdrawiam!
Amy ;)
Zapraszam również do siebie :)
http://melodie-serc.blogspot.com/
Ma zostać u niego? Oj, to chyba gorsze niż sama śmierć. I co, będzie ją tam cały czas więził? Nie pozwoli jej wyjść? Na pewno nie, nie zaryzykuje, że ona pójdzie na policję. Albo będzie ją pilnował, jeśli zgodzi się ją wypuścić na powietrze? Hahaha… oj, ciężki jej los. Trzeba mieć niezłego pecha, żeby tak się wpakować. On nie chce jej zabić, ale jego ludzie już tak. Co jeśli któryś sam postanowi się tym zająć? Nie no… w sumie to chyba nie będą mu się tak narażać, ale kto ich tam wie. No ale przecież wiecznie jej nie może trzymać. Rozbawiło mnie to, że on niby nie jest mordercą. A ten facet, to co? Odebrał mu życie, więc jest mordercą i niech sobie nie wmawia, że tak nie jest. :D
OdpowiedzUsuńNa miejscu dziewczyny z pewnością umierałabym ze strachu, a na miejscu Dominika również biłabym się z myślami, ale jestem na miejscu czytelnika i twój pomysł strasznie mi się podobał. Od początku jasne było, że on jej nie zabije. Wprawdzie nie wiedziałam, co innego wykombinuje. Ciekawe jak im wyjdzie to trzymanie jej pod kluczem. Czuję wielką miłość, ale to tak skromniutko, cichutko, żeby nie zapeszać.
OdpowiedzUsuńPodobnie jak Gatito też przeszło mi przez myśl, że ktoś inny z gangu może spróbować dziewczynę kropnąć. No ale poczytamy, zobaczymy
Pozdrawiam i przepraszam, że komentuję dopiero teraz, ale wreszcie znalazłam dzień wolny :)