Ciężkie kroki odbijały się echem w głowie
Elizy. Obudziła się wystraszona po czym usiadła na łóżku podkulając nogi pod
brodę. W głowie jej szumiało, a pokój zaczął obracać się jak karuzela. W
ciemności dziewczyna dostrzegła zarys postaci, która z każdą chwilą robiła się
coraz wyższa i szersza, a ona stawała się mniejsza i bezbronna. Kiedy z
ciemności wyłonił się wysoki mężczyzna, Eliza nadal nie była w stanie rozpoznać,
kim jest. Zbliżał się do jej łóżka i wyciągał w jej stronę ręce. Na prawym
przedramieniu zalśnił tatuaż. Dziewczyna skuliła się jeszcze bardziej.
Wiedziała już, kim jest ten człowiek. Kiedy światło księżyca całkowicie
rozjaśniło pokój jej oczom ukazała się twarz mężczyzny. Z szerokim uśmiechem na
twarzy nachylił się nad nią i wyciągnął do niej ręce. Eliza chciała uciec, ale
nie miała gdzie. Znalazła się w pułapce. Oprawca chwycił ją za szyję i coraz
mocniej zaciskał dłonie. Dziewczyna szarpała się i wiła jak wąż. Brakowało jej
powietrza, mężczyzna ściskał jej szyje coraz mocniej. Zaczęła się dusić. Czuła
jak robi się jej ciemno przed oczami. Czuła, że umiera, a ostatnie, co
usłyszała to głośny zachrypnięty śmiech mężczyzny.
Eliza obudziła się zlana potem. Usiadła na
łóżku i rozejrzała się po pokoju. Nikogo nie było. Przyłożyła drżącą rękę do
swojej piersi. Czuła jak jej serce szybko i mocno bije. Wzięła kilka głębokich
oddechów. Mogłaby przysiąc, że czuła na sobie czyjeś dłonie. Przełknęła głośno
ślinę.
-To tylko zły sen Eliza, to tylko zły sen – powtarzała na głos, bo tylko
tak była w stanie w to uwierzyć. Od kilku dni jej sen zmieniał się w taki sam
koszmar. Zasypiała z myślą, że którejś nocy może się on urzeczywistnić i
mężczyzna, który ją przetrzymuje po prostu przyjdzie w nocy, tak jak to zrobił
kilka dni temu, tylko, że tym razem ją zabiję. Kiedy jej oddech się wyrównał a
serce biło już normalnym tempem, dziewczyna położyła się i próbowała ponownie
zasnąć. Niestety myśl, że on jest gdzieś tam nie dawała jej spokoju. Jak mogła
spokojnie spać, kiedy człowiek, który bez skrupułów zastrzelił jej sąsiada być
może śpi za ścianą, albo, co gorsze tylko czeka na odpowiedni moment, aby
wpakować jej kulkę w głowę. Jak mogła w ogóle liczyć, że pozwolą jej żyć, skoro
widziała jak popełniają przestępstwo. Mogłaby błagać na kolanach i przysiąc na
wszystko, że jeśli ją wypuszczą to nikomu nie powie, ale przecież nie są
idiotami, prawda? Dlaczego mieliby jej zaufać?
Eliza oderwała się od ponurych myśli i wizji swojej przyszłości, dopiero
wtedy, kiedy do pokoju wdarły się ostre promienie słońca. Dziewczyna wiedziała
już, że nadal znajduję się w Warszawie. Dowiedziała się już w dniu, w którym
się ocknęła. Stała wtedy parę godzin w oknie i wpatrywała się w miasto ciągnące
się aż po horyzont. Próbowała oczywiście otworzyć okno i wołać o pomoc, ale
było zamknięte na klucz.
Wolnym krokiem podeszła do lustra.
Przyłożyła chłodną dłoń do policzka. Nie był już spuchnięty ani obolały, z dnia
na dzień robił się bardziej kolorowy. Był bordowy, siny, nawet prawie czarny, a
teraz zrobił się żółtawy. Dziewczyna długi czas wpatrywała się w swoje odbicie.
Widziała w nim przerażone spojrzenie, podpuchnięte od płaczu oczy, długie
poplątane włosy, spierzchnięte wargi. Poczuła nagle ogromną tęsknotę za domem.
Nie za tym, w którym się wychowała, lecz za tym, którego nigdy nie miała. Za
kochającą matką, opiekuńczym ojcem, nawet za siostrą, którą zawsze pragnęła mieć,
mimo, że w domu dziecka miała ich aż nadto. Za wspólnymi obiadami, niedzielnymi
wycieczkami rowerowymi po Warszawskich parkach, za problemami, z którymi
mogłaby się zwrócić do rodziców. Tęskniła za tym, czego nigdy nie miała i mieć
już nie będzie. Nie założy nawet własnej rodziny. Nie urodzi mężowi
upragnionego syna, nie będzie go tulić na dobranoc, nie będzie się żegnać z
mężem przed wyjściem do pracy. Nie będzie miała nic. Po prostu umrze i nikt za
nią nie zapłacze. Nikt, bo była całkiem sama na świecie. Z jej ust wyrwało się
ciche westchnienie przepełnione bólem.
-Wracam do domu… - wyszeptała, po czym zaczęła śpiewać drżącym głosem:
Wracam do domu, od tylu lat
Wciąż po kryjomu, przed wschodem dnia
Wiem, że czekałeś, aż powiem tak
Wracam do domu, ostatni raz.
Eliza pociągnęła nosem i otarła dłonią spływające po policzkach łzy.
Usiadła na łóżku i podkuliła nogi pod brodę. Objęła je ramionami i kontynuowała
piosenkę:
Wszystko, co mam, co dał mi świat
Noszę
w sobie, by kiedyś Ci dać
Choć
mówią, że, nie mamy szans
Ciągle
wierze, że jeszcze jest czas
I
chcę, razem z Toba zakończyć ten dzień
Ten
jeden dzień
Wracam do domu, wiem, że już czas
Poczuć
chcę znów, smak tamtych lat
Było
tak wiele, radości w nas
Wracam
do domu, lepiej jest tam*
Nie dokończyła. Głos jej się załamał i nie była w stanie wydusić ani
słowa więcej. Znała tą piosenkę na pamięć, śpiewała ją zawsze, gdy było jej
źle, gdy potrzebowała pocieszenia. Teraz nikt nie mógł jej pocieszyć. Była tu
całkiem sama.
.
Drżący, cienki głos zza drzwi sparaliżował Dominika na całym ciele. Miał
właśnie dzwonić do nowego klienta, kiedy usłyszał cichy, zapłakany głos
dziewczyny, która nuciła ciągając, co chwile nosem. Nie chodziło tu o nią. Nie
było mu jej żal. Chodziło o piosenkę, którą śpiewała. Piosenkę, którą nuciła mu
matka przed snem. Obraz wysokiej i smukłej kobiety nachylającej się nad jego
łóżkiem pojawił się równo z pierwszymi słowami piosenki, które usłyszał. Nie
myślał o niej od śmierci ojca. W ogóle mało, kiedy zdarzało mu się o niej
myśleć. Pamiętał ją jak przez mgłę. Zmarła, kiedy miał osiem lat. Ale teraz,
kiedy usłyszał swoją kołysankę z dzieciństwa, obraz matki był tak wyraźny jakby
stała obok niego. Poczuł się znów jak mały chłopiec. Bez zmartwień, problemów.
Czuł się wolny, ale jego serce mimo to, było twarde i zimne jak lód. Nawet tak
głęboko zakorzenione wspomnienie, które dzięki kilku wersom piosenki, wróciło
do niego jak burza nie zdołało stopić lodu z jego serca, które kiedyś było
pełne miłości i współczucia.
Kiedy za drzwiami słychać było tylko cichy płacz, Dominik zaczął wracać
do teraźniejszości. Przez krótką chwilę miał ochotę wejść do pokoju i poprosić,
aby śpiewała dalej. Chciał znów zobaczyć matkę, która przed chwilą rozpłynęła
się w powietrzu. Zrezygnował. Miał inne sprawy na głowie. Jego matka nie żyła i
nic tego nie zmieni a na pewno nie jakaś piosenka.
Przetarł dłonią oczy i ruszył w kierunku swojego gabinetu. Z szuflady
wyjął walthera P-99 i szybko wsuną do kabury. Połączył się z Maxem.
-Tak szefie?
-Jestem gotowy, możesz przyprowadzić samochód.
-Już się robi.
Dominik zamknął na klucz gabinet i ruszył w stronę drzwi. Zatrzymał się
na chwilę i przywołał do siebie jednego z ochroniarzy.
-Macie jej pilnować i ani mi się waż jej tknąć. Jeśli coś jej się stanie
sam wpakuje Ci kulkę w głowę jasne?
-Szefie daj spokój moglibyśmy się z nią trochę zabawić, niezła z niej
suka – wysoki, lecz za chudy jak na gangstera chłopak zaśmiał się gardłowo i
założył ręce na piersi.
-Kurwa, czy nie wyrażam się jasno? – Złapał go za koszulkę i przycisnął
do ściany. Szybkim ruchem wyjął pistolet i przystawił mu lufę do czoła. – Jeśli
ją dotkniesz Kamil, Ty albo Kuba nie będę się długo zastanawiał. Zapoznacie się
bliżej z moim kolegą waltherem a raczej z jego kulką. – Puścił go i poklepał go
po policzku. Chłopak przełknął głośno ślinę i cicho przytaknął. Dominik wyszedł
z mieszkania z hukiem zatrzaskując drzwi. Jego ludzie potrafili go szybko doprowadzić
do furii. Co ten gówniarz sobie wyobrażał? Nie cierpiał jak ktoś lekceważy jego rozkazy,
a jeśli ktoś już to zrobi ma poważne kłopoty.
Zdenerwowany wbiegł na parking. Max czekał już przy samochodzie. Pozostałych
dwóch gangsterów siedziało w drugim samochodzie. Dominik bez słowa minął
przyjaciela i wsiadł do samochodu. Po chwili blondyn usiadł za kierownicą i z
piskiem opon ruszył z miejsca.
-Co jest? – Max zawsze wiedział, kiedy jego przyjaciel ma problem.
-Nic – rzucił oschle i nerwowo poprawił się na siedzeniu pasażera.
-Przecież widzę, nie wciskaj mi kitu. Martwisz się dzisiejszą transakcją?
-Odrobinę. Queen of freedom jest nowym środkiem w kraju. Nie wiem czy
będzie opłacalny. A nie ma, co ukrywać, cholerstwo jest drogie.
-Damy radę. Rozmawiałem już z kilkoma klientami, bardzo chętnie spróbują
nowego towaru. Te dziesięć tysięcy tabletek sprzeda się migiem i nawet się nie obejrzysz
a będziesz zamawiał następną dostawę. Miejmy nadzieje, że dostawcy nie robią
nas w chuja. – Dominik nie odpowiedział. Chciał wierzyć, że to, co mówi Max się
sprawdzi, ale jednak coś nie dawało mu spokoju. Oddalili się już parę
kilometrów od Warszawy i powoli zbliżali się do opuszczonych magazynów gdzie
umówili się z dostawcą.
Kiedy wjechali na plac, między halami stał już czarny samochód. Wysiadło
z niego czterech mężczyzn. Dominik spojrzał na Maxa, który kiwnął głową i wysiadł,
jako pierwszy. Dołączyli do niego pozostali dwaj gangsterzy. Dominik jeszcze
przez chwile obserwował swoich ludzi, po czym również wysiadł. Kiedy zbliżyli się
do mężczyzn z samochodu wysiadła kobieta. Dominik zatrzymał się gwałtownie i
zmierzył ją wzrokiem. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy do długie i prawie
nagie nogi kobiety. Obcisła skórzana sukienka opinała się na jej krągłościach,
a kiedy jego wzrok spoczął na dużych piersiach aż otworzył usta. Zacisnął
dłonie w pięści i z żalem przeniósł wzrok wyżej. Krótkie blond włosy ledwo
dotykały ramion. Czerwone duże usta wygięte były w lekkim uśmiechu. Przyjrzał się
dokładnie jej twarzy. Mocno widoczne kości policzkowe dodawały jej tylko uroku,
zgrabny nos i duże niebieskie oczy. Była zjawiskowa. Dominik był tak w nią wpatrzony,
że całkiem zapomniał, po co tu jest. Dopiero, kiedy Max trącił go łokciem,
oderwał od niej wzrok. Jednak nie na długo. Kobieta podeszła do niego
wyciągając rękę. Zacisnął mocno zęby widząc jak jej piersi delikatnie falują
pod wpływem kroków.
-Sandra Walczak – przedstawiła się melodyjnym głosem. Dominik jak w
transie ujął i delikatnie pocałował jej dłoń.
-Dominik Guzowski – odpowiedział przełykając głośno ślinę.
-Przejdźmy może od razu do interesów Dominiku – uśmiechnęła się delikatnie.
Podobało mu się, w jaki sposób wypowiada jego imię. Cała mu się podobała. Jego
ciało też się z tym zgadzało. Czuł jak cały sztywnieje.
-Tak, oczywiście – odpowiedział również z uśmiechem. Sandra kiwnęła na
swoich ludzi, którzy chwilę później przynieśli dwie walizki. Kobieta wzięła
jedną z nich i otworzyła. Dominik ujrzał jasnozielone małe pigułki szczelnie
zapakowane w foliowe woreczki.
-Chcesz przetestować? Zaczynają działać po kilki minutach.
-Dziękuję, ale mam od tego ludzi. Janek czy mógłbyś? – Zwrócił się do jednego
ze swoich ludzi. Mężczyzna bez zastanowienia podszedł i po chwili zażył zieloną
tabletkę.
Dominik przyglądał mu się badawczo.
Na początku Janek zaczął się delikatnie uśmiechać, po chwili dostrzegł u niego
lekko powiększone źrenice.
-Kurwa szefie, to jest… kurwa wszystko jest takie zajebiste! - Dominik zaśmiał
się cicho. Narkotyk działa, więc wszystko jest w porządku. Posłał Maxa po pieniądze.
Tym razem Dominik wziął walizkę i otworzył ją przed kobietą.
-Pięćset tysięcy, chcesz przeliczyć?
-Wierzę, że jesteś uczciwym człowiekiem Dominiku. – Kiedy przejmowała od
niego walizkę delikatnie dotknęła jego dłoni. Max i drugi mężczyzna wzięli dwie walizki i zanieśli
je do samochodu po drodze prowadząc roześmianego Janka.
-Sandro?
-Tak?
-Może miałabyś ochotę hmm uczcić dobrą transakcję? –Spytał lekko
zmieszany. Jednak, kiedy kobieta uśmiechnęła się szeroko trochę się rozluźnił.
-Z przyjemnością – położyła mu dłoń na ramieniu - O której po mnie
przyjedziesz? – Zapytała zalotnie.
-Dwudziesta?
-Świetnie, później wyślę Ci adres. Do zobaczenia – Puściła mu oczko i odeszłam.
Dominik patrzył jak zgrabnie się porusza.
-Dzisiaj się zabawimy – powiedział sam do siebie i wsiadł do samochodu.
Parę minut przed ósmą Dominik stał już przed nowoczesnym apartamentowcem.
Chwilę później wyszła z niego Sandra
ubrana w czerwoną sukienkę i wysokie czarne szpilki.
-Mmm wyglądasz niesamowicie – powiedział Dominik, otworzył jej drzwi do
limuzyny, którą wypożyczył na dzisiejszy wieczór. Chciał spędzić z nią wieczór
sam na sam, więc postanowił, że będą jeździć po Warszawie całą noc.
-Dziękuje.
-Czego się napijesz? –spytał otwierając barek.
-Zaskocz mnie dżentelmenie – uśmiechnęła się zalotnie i przygryzła dolną
wargę. Dominik czuł jak robi mu się gorąco. Nalał dwa kieliszki szampana Krug
Rose.
-Za interesy – Sandra uniosła kieliszek i delikatnie stuknęła nim o
kieliszek Dominika. Zaczęli rozmawiać o swoich interesach. Brunet, co chwilę
zerkał na jej pełny biust i kuszące usta. Kobiecie najwidoczniej to nie
przeszkadzało, kiedy się śmiała odrzucała delikatni głowę do tyłu wypinając
przy tym piersi w stronę gangstera lub pochylała się w jego stronę kładąc dłoń
na jego udzie. Pożądanie rosło w nim z każdą sekundą. Czuł jak po każdym jej
wypowiedzianym słowie lub śmiechu sztywnieje w kroczu. Była tak niesamowicie
piękna i pociągająca, że nie mógł oderwać od nie wzroku. Kiedy skończyli butelkę
szampana oboje czuli się lekko pijani. Dominik odstawił puste kieliszki na
stolik i położył dłoń na nagim udzie kobiety. Sandra cicho jęknęła i delikatnie
rozsunęła nogi. Nie mógł już dłużej wytrzymać. Wsunął dłoń głębiej aż napotkał aksamitne
w dotyku majtki.
-Oboje wiemy, po co się dzisiaj spotkaliśmy, więc nie każ mi dłużej
czekać Dominiku – wyszeptała mu do ucha. Nie musiała mu dwa razy powtarzać.
>>>
Znów nawaliłam z czasem. Ale za to rozdział trochę dłuższy niż wcześniejsze :)
*Justyna Steczkowska- Wracam do
domu
Nie dziwię jej się, że ma koszmary. Każdy na jej miejscu by miał. W ogóle przeje... No. :) Bo nawet nie wie, czego się spodziewać. Nie wyobrażam sobie, znaleźć się w takiej sytuacji. Koszmar jakiś. Jestem zaskoczona tym, że Dominikowi tak zależy na tym, by nic jej się nie stało. Ale to lepiej dla niej, bo jego wspólnicy pewnie by się nie zawahali przed niczym, gdyby nie on. Hahaha, taki gangster, a dał się omotać jakieś kobiecie. Masakra... jeszcze się okaże, że ta Sandra coś knuje i go wykiwa. :D
OdpowiedzUsuńStrasznie współczuje tej dziewczynie ;/. Koszmary zdarzają się jej dość często, a to źle...
OdpowiedzUsuńTa piosenka poruszyła Dominika i mam nadzieję, że jego serce stopnieje dzięki niej :). Tylko zastanawia mnie to, dlazego Dominik nie pozwolił chłopakom jej wykorzystać, przecież nie zależy mu na niej, chyba że ta piosenka coś w nim zmieniła... i nie chodzi mi tylko o wspomnienia matki.
Niech Eliza ucieknie z tego okropnego domu! Tylko gdzie ona pójdzie? Przecież na pewno będzie ją ścigał...
Nie przepadam za Sandrą, chodzi jej tylko o sex, pewnie dlatego się tak ubrała, aby przekonać klienta... Ale że on jej uległ... Masakra -,-. Jeszcze ona wszystkiego się domyśliła: boje wiemy, po co się dzisiaj spotkaliśmy, więc nie każ mi dłużej czekać Dominiku – wyszeptała mu do ucha. Nie musiała mu dwa razy powtarzać. - Jego to przez chwilę nie zastanawiało? Bo przecież taka babka wygląda jak... Dobra chyba wiesz o co mi chodzi :D.
Bardzo fajnie to wszystko opisałaś, a końcówka boska :). Te wszystkie uczucia, które kumulują sie w Dominiku, świetna robota!
Przepraszam, że tak późno komentuje, ale wcześniej nie mogłam :).
I chyba nie będę komentować już, ponieważ zbliżają się wakacje, wyjazdy, a ja mam mnóstwo zaległości, dlatego komentuje tylko te blogi, które komentują mój blog, a Twoje opowiadanie mi się bardzo podoba, trochę szkoda, ale będę czytać na bieżąco, tylko nie będe komentowac :). Po prostu prze[raszam, ale nie mam czasu tak komentować wszystkim rozdziały, ponieważ gdybym miała tak wszystko komentować, nie wyszłabym nawet z domu :D.
Pozdrawiam!
Amy :)
Dziękuje za miłe słowa :) Dominik jak to facet widzi cycki i traci głowę :P
UsuńOczywiście Cię rozumiem, ja pewnie też w wakacje będę miała zastój na blogu, ponieważ będę pracować a jak to wakacje trochę relaksu też się należy :) Więc pewnie dopiero koło października coś się tu pojawi :)
Pozdrawiam i życzę udanych wakacji!!! :*
kiedy będzie kolejny rozdział ..? ;)
OdpowiedzUsuń